wtorek, 16 czerwca 2015

KURA DOMOWA

Kura domowa. Stwierdzenie dość dziwne. Wszak jaj nie znosimy ale trzeba przyznać, że nie raz gdaczemy gorzej niż one. Ja osobiście mam problem z przypisaniem tej nazwy do określonej grupy kobiet. U mnie kobiety dzielą się na 3 grupy:
1. Kobiety "rijal łomen" tzn. kobieta pracująca, wyzwolona, mająca w dupie to co męska płeć ma jej do powiedzenia, nie bawiąca się w "dom", korzystająca z życia.
2. Kobieta "aj em normal" tzn. kobieta pracująca, czasami słuchająca płci z odstającymi genitaliami, przy okazji bawiąca się w "dom" ale również korzystająca chociaż częściowo z życia.
3. Kobieta "łot de fak!" tzn kobieta tzw. nie pracująca (co już mi ciśnienie dźwiga), przejmująca się aż NAD tym co do niej mówi ON, bawiąca się w "dom" na całego, a jedynym sposobem korzystania z  życia jest chwila relaksu w zamkniętej toalecie (oczywiście jeżeli się zdąży ją zamknąć!).
To tylko moje spostrzeżenia i nie mam na celu urażenia kogokolwiek!

 
Wracając do tematu...
I do której grupy przypisać KURĘ DOMOWĄ?
Do pierwszej grupy nie pasuje ni w pytę więc tą mamy z głowy. Z drugą i trzecią już jest ciężej. No bo kura to ktoś gdaczący, kojarzący się z plotkami itp., a stwierdzenie domowa jak wskazuje nazwa ktoś kto spędza sporo czasu w domu i dba o rodzinę.
Kobieta "aj em normal" stara się za wszelką cenę nie kojarzyć się z tym jak że nie zbyt ładnym określeniem zapierdzielając codziennie do pracy. Można śmiało stwierdzić, że chodzi się tam relaksować ale to też zależy o jakiej pracy mowa. Tak czy siak po pracy robi dokładnie to samo co kobieta "Łot de fak". I tu znowu spór która ma gorzej?
Z jednej strony gorzej ma druga grupa bo oprócz obowiązków domowych musi też chodzić do pracy ale z drugiej strony w porównaniu do grupy trzeciej ma jakąś odskocznię, której tak brakuje kobietom ""łot de fak". I bądź tu człowieku mądry. Wybierz najlepszą dla siebie opcję...?
Ja sama należę do grupy trzeciej i muszę wam powiedzieć jedno...
"ŁOT DE FAK"!
Można ocipieć!
Czasami pytam się tego tam u góry za jakie grzechy. On oczywiście jak zwykle milczy ale pewnie dlatego iż wie, że zaraz mi przejdzie i znowu będę się cieszyć jak głupia do sera, że mam swoją rodzinę. Chyba jak każda z nas. Co nie?
Zazdroszczę trochę tym "aj em normal" bo takie siedzenie w domu może wpędzić w niezłą deprechę ale co się ktoś odezwie z jakiejś "pracy" (bo ciężko to nazwać pracą) i mówi mi, że proponuje 5zł/h, pół etatu i umowę zlecenie to chyba wolę deprechę!
Tak wiem, nie dogodzisz!
Wiecie co jest jeszcze najgorsze w byciu kurą domową?
Na bank wiecie! Bo każda kura domowa głośno protestuje jak to słyszy.
"A przecież ty w domu siedzisz i nic nie robisz. Kwitniesz na tej kanapie przed tymi durnymi serialami! Weź się do roboty!"
Jak już weźmiesz się do roboty:
"No ty oszalałaś? Tak dziecko same sobie zostawiać? Musi biedny/biedna siedzieć w tej świetlicy, a do dziadków niedługo zacznie mówić mamo tato!"
A co jeszcze lepszego zauważyłam! To kura domowa kurze domowej potrafi tak nieźle dopiec! Największy fenomen w tym wszystkim gdzie powinny się wzajemnie wspierać!
Tak czy siak...
Kończąc te wypociny muszę stwierdzić, że KURAMI DOMOWYMI są zarówno kobiety z grupy drugiej jak i trzeciej!
I taki apel:
Kochane! Wspierajmy się, nie kładźmy sobie nawzajem pod nogi kłód!
Dobra! Spierdzielam myć śledzia i urządzić co wieczorny seans... ogarnąć chatę!
Dobranoc :)

środa, 10 czerwca 2015

"Aaa pitejcie mi na plac!"

Tak. Tzn. "aaa idźcie na dwór!".
Dzisiaj tak mnie naszło, żeby napisać o samodzielnym wychodzeniu dzieci na dwór. Będąc matką 8 latka i 6 latka jest to dla mnie dość świeży temat. Niestety czas się pogodzić z tym, że dzieci mi (no i wam!) rosną i w końcu wyruszają "w świat". Nie mam najmniejszego zamiaru towarzyszyć już im w tych podróżach bo jak to mój syn ostatnio stwierdził "Mamo! Gdzie leziesz? Sam ide! Chcesz mi obciachu narobić?!". I co ja mam do gadki?!


Nie są to podróże na koniec świata a na plac zabaw po drugiej stronie bloku, co nie znaczy, że z początku nie siedziałam w oknie z telefonem w ręku. Najpierw syn sam wychodził bo bałam się jeszcze o młodą. Zanim wyszedł to usłyszał pół godzinną litanię co wolno a co nie (ja pierdziele! Jak tak pomyśle ile się nagadałam to głowa boli!), otrzymał telefon do ręki i milion całusów :D Gdy tylko zatrzasnęły się drzwi biegłam jak poparzona do okna i wypatrywałam kiedy z klatki wyjdzie i gdzie skręci! Co 10 min telefon... I tak prawie codziennie przez ok. rok.
Po roku zaczęłam puszczać młodą razem z bratem. Chyba w sumie z lenistwa w 60%. Myślałam sobie... Duża już jest, telefon przy dupie będą mieli, trzymają się tego co mówię więc mogę im zaufać a sama mieć chwilę dla siebie (czyt. relaksacyjne mycie okien, wycieranie podłóg itd.). Na co ja im tam potrzebna?
No i tak się zaczęło. Właśnie jest godzina 20:10, słońce świeci, ciepło jest a dzieciaki jeszcze same na dworze wariują z kolegami i koleżankami na placu zabaw. Bardzo się cieszę jak widzę ich skaczących po drzewach, trzepakach, stołach pingpongowych (pewnie później owy stół będzie im służył do picia piwa ale o to się będę martwić za ok. 10 lat :D). Trudno w tych czasach o takie widoki. Najczęściej widuję dzieciaki przy telefonach, komputerach, konsolach i innych dziadostwach. Nie powiem, moje dzieci też wynalazki XXI w. posiadają aczkolwiek dużo bardziej lubią wyjść na dwór i wcielić w życie to co im opowiadam. A opowiadam o tym jak to było kiedyś... o sklepikach na murkach, pieniądzach w postaci liści, bazach w krzakach, podchodach, zabawach na trzepakach itp.
Najbardziej mnie wnerwia jak widzę dzieciaki migoczące tymi swoimi gałkami ocznymi jak aparat! A rodzice nic z tym nie robią, najlepiej problemu nie zauważyć. Na dwór nie wypuścić bo przecież może się mu/jej coś stać, może ktoś go wyzwać, jak sobie poradzi przecież to biedne dziecko bez rodzica! Szlak mnie trafia!
A ja się pytam... KIEDY TO DZIECKO MA SIĘ NAUCZYĆ SAMODZIELNOŚCI, ODPOWIEDZIALNOŚCI I RADZENIA W TRUDNYCH SYTUACJACH? Kiedyś przecież rodziców zabraknie ale o tym się nie myśli bo jak na razie są piękni i młodzi...
No nic... cieszę się chociaż, że ja ( i mam nadzieję wielu z Was) zachowałam zdrowy rozsądek i pozwalam dzieciom ŻYĆ. Żyć tak jak mają to przypisane od urodzenia. Niech się cieszą dzieciństwem i beztroską. Jeszcze się nasiedzą przed tymi wszystkimi złowieszczymi maszynami.
Chyba czas już po śmierdziuchów dzwonić. Jutro szkoła i zerówka. Będą wakacje będzie szaleństwo cały boży dzień :)

wtorek, 9 czerwca 2015

Sosy egzotyczne Łowicz


Się macie!
Miałam już dawno napisać tę notkę ale wiecznie czasu brakuje.
Zacznę od tego, że Streetcom znowu mnie nie zawiodło. Dostałam się do kampanii Sosów Egzotycznych Łowicz.
Przyszła paczka, niestety w opłakanym stanie- tu bym chciała BARDZO podziękować firmie kurierskiej DPD! Małżowi też się oberwało bo wozi nocami ich przesyłki! Wracając do tematu... Gdy otworzyłam paczkę okazało się, że kurier chyba po drodze zgłodniał bo w kartonie był jeden wielki DŻYST! Na szczęście tylko jeden słoik narobił takiego Sajgonu, reszta była cała. Co za tym idzie? Nie mam jak wstawić ładnego zdjęcia z zawartością paczki ambasadorki więc "ukradnę" ją ze strony Streetcom:
 
Ładne zdjęcie ze strony Streetcom
 
 
Moja paczuszka!


Osobiście skosztowałam wszystkich smaków. Niestety męża bolał po nich brzuch natomiast mi nic nie było. (Ale mam delikatnego faceta! Ha!) Najbardziej w tych sosach zaskoczył mnie dodatek przypraw do mięsa. Moim zdaniem świetna sprawa. Nie raz zastanawiamy się co dodać do marynaty a tu wystarczy przyprawy wymieszać z olejem i marynata gotowa w minutę! Pasująca przy okazji smakiem do sosu na który właśnie mamy ochotę ;) Konsystencja sosów też jest w sam raz. Nie są zbyt płynne ale też nie są zbyt gęste. Można powiedzieć, że konsystencja idealna. Posiadają też dodatki w postaci warzyw co dodaje smaku a przy okazji sos nie jest taki "nudny.
Sosy mają różne stopnie ostrości. Każdy może wybrać coś dla siebie. Jest do wybrania sos Seuczański, ten najbardziej ostry, następny sos Arabski średnio ostry oraz Karaibski słodko-kwaśny. Do wyboru do koloru.... chociaż nie! Kolor mają raczej podobny :D Tak czy siak każdy powinien znaleźć coś dla siebie :)
Posiadam zdjęcia tylko dwóch sosów już po przygotowaniu. Niestety Karaibskiego nie zdążyłam sfotografować. Rodzinka pochłonęła raz dwa chociaż jak dla mnie to najlepszy jest chyba Arabski.
Zacznę od sosu Seuczańskiego. Postanowiłam, że zrobię go z makaronem Spaghetti, bez mięsa, na szybko. Podczas gotowania skosztowałam i myślałam, że mi przełyk wypali. Zdecydowanie jest to sos dla odważnych! I lubiących "na ostro". Nawet po dodaniu prawie całej dużej śmietany mało co pomogło. Po za tym był bardzo dobry. Konsystencja jak już wspomniałam w sam raz, zapach przyjemny dla nosa.



Następny jaki skosztowałam, był to sos Arabski. Chyba najlepszy ze wszystkich trzech. Średnio ostry, lekko słodki. Pyszny! Zrobiłam go w dwóch wersjach, z ryżem i z kaszą gryczaną plus pierś z kurczaka. Kasza dla mnie, ryż dla reszty rodziny. Z ryżem smakował zwyczajnie, natomiast z kaszą był bardzo smaczny. Ale jak ktoś bardzo nie lubi kaszy to polecam ryż ;) Zresztą można z tymi sosami kombinować do woli! Jest tyle sposobów na ich zrobienie, że się w głowie nie mieści. Sos Karaibski był z makaronem i z mięsem gulaszowym :) Też polecam! Słodko-kwaśny smak dla delikatnych podniebień.Wystarczy ruszyć wyobraźnię i mamy danie na miarę restauracji ;)




Podsumowując... Jeżeli lubicie wybierać się w kulinarne podróże a nie macie akurat kasy czy czasu, żeby pojechać za granice i pokosztować polecam sosy egzotyczne Łowicz. Nowe, aromatyczne, pełne wrażeń smaki!
 


wtorek, 26 maja 2015

Dzień Mamy :)

I nadszedł w końcu ten dzień. Mój już po raz ósmy. Najwspanialszy dzień chociaż uważam, że my MAMUSIE mamy go codziennie.
Jak sobie przypomnę historię zarodka zwanego teraz Adamem to uśmiech sam ciśnie mi się na usta. Byłam młodą dziewczyną, niby dorosłą ale jednak nie do końca. Miałam niecałe 19 lat kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Chcianej ciąży! Ale był jeden problem... rodzice! Jak im to powiedzieć?! Swego czasu miałam problemy ze zdrowiem i właśnie wybierałam się na USG, żeby lekarz sprawdził czy mam kamienie w woreczku żółciowym
- Dzień dobry, proszę położyć się na kozetce i podnieść koszulkę
Tak też zrobiłam.
No i jeździ mi tam po tym brzuchu, jeździ i tak patrzy na mnie mówiąc:
- Owszem mamy tu kamienie ale jeden jest szczególny. Jest Pani w ciąży!
- Wiem Panie doktorze.
Wydrukował kartkę z tą informacją i życzył powodzenia.
Yhm! Fajnie mu się mówi... Wtedy to raczej potrzebowałam dobrej maści na ból dupska haha.
No ale w końcu trzeba było się przyznać. Poszłam razem z moim wtedy jeszcze nie mężem do rodziców.
Wyciągnęłam tą kartkę i mówię:
- Masz tu tato te wyniki.
Patrzy na mnie podejrzliwie i mówi nie otwierając kartki:
- Co kurwa? Dodatkowe kamienie doktor znalazł?!
Ups!
No i tak się dowiedzieli.
Z Julką też się bałam powiedzieć. Sama nie wiem czemu! Pewnie dlatego, że moi rodzice nie przepadają od samego początku za moim mężem.
Siedziałam u mamy, a mama jak to moja mama robiła porządki. Znalazła matę edukacyjną po Adasiu i mówi:
- To ja to wyrzucam. Już się nie przyda.
- Nie mamo. Zostaw. Przyda się.
- A na cholerę Ci to?! Mało masz pierdół dla Adasia?
- Ale to nie dla Adasia...
Nagle się odwraca, patrzy z pod byka i... Reszty nie pamiętam bo byłam taka zestresowana haha. Ale chyba pogratulowała i przytuliła.
Tak czy siak teraz to oczka w głowie dziadków i jednych i drugich.
Ja zaś mimo mnóstwa nie przespanych nocy, mimo wiecznego marudzenia, mimo rozrabiania, nie słuchania się jestem najszczęśliwszą MAMĄ na świecie! Dziękuję Bogu, że mam te moje bąki! No i w sumie lulokowi męża też :D
I chcę podziękować też mojej mamie za to, że wytrzymywała moje fochy, za to że była cierpliwa jak się jej nie chciałam słuchać i robiłam wiecznie na przekór, za to że w razie potrzeby zawsze służy pomocą, za to kim teraz jestem, za to że wiem jak być dobrą mamą, za to że mnie kocha z całego serca i za to że po prostu, najzwyczajniej w świecie JEST! I OBYŚ BYŁA MAMUSIU ZE MNĄ JESZCZE DŁUGIE LATA <3 KOCHAM CIĘ MAMO!

Kocham Najmocniej Na Świecie!

poniedziałek, 25 maja 2015

Kampania kapsułek do prania Perlux

Cześć dziewczyny i chłopaki!
Dzięki Streetcom dostałam się do kampanii kapsułek do prania Perlux. Chciałam Wam co nie co naświetlić o nich oraz opisać jak u mnie się sprawdziły. 
Zawsze chciałam kupić sobie kapsułki do prania ale zazwyczaj jednak stawało na proszku do prania + płyn do płukania. Teraz jak przeliczam to rzeczywiście bardziej opłacają się kapsułki. Mogę polecić je z całego serca bo już po pierwszym praniu byłam bardzo zaskoczona. 

Zawartość Paczki Ambasadorki

Moja córcia ubrała sobie kiedyś nową bluzkę i poszła do pokoju się bawić. Po jakimś czasie przychodzi i zakrywa kawałek tej że koszulki.
Ja: Co zrobiłaś?
Córa: Niiiiiiiic
Ja: No przecież widzę! Pokaż...
Córa: (odsłoniła koszulkę) No bo ja się chciałam pomalować i być piękna :(
Ja: Ale przecież kochanie ty jesteś piękna!
Rozczuliła mnie no i nie mogłam się złościć!
Okazało się, że wysmarowała bluzkę szminką dla dzieci, która raczej nie jest skora do współpracy z różnego rodzaju proszkami itp. A że nie miałam akurat odplamiacza to zamoczyłam w gorącej wodzie z proszkiem. Następnego dnia przyszły kapsułki to nie omieszkałam wypróbować. Wrzuciłam (kapsułkę do prania białego) jak na instrukcji przykazano, wsadziłam pranie i sruuu... Czekam 2h. Wyciągam pranie sięgając najpierw po nową białą bluzkę młodej i mówię "o kurna! Dobre to cholera!" Plama prawie całkiem zniknęła. Po praniu wzięłam się za lekturę "ulotkową", okazało się, że te genialne kapsułki mają też dodatek odplamiacza w sobie!

Kapsułki do prania kolorowego
Kapsułki do prania białego




O ile prostsze wydaję się teraz pranie tych wszystkich brudów, zaschniętych skarpetek męża/syna, brudnych majtasów znalezionych po miesiącu pod łóżkiem twojego dziecka itd. które zbierają się tak szybko jak komary czujące przekąskę w pobliżu! 














Używałam też kapsułek do prania kolorowego. Wyciągając pranie z pralki i wieszając je sprawiło mi to ogromną przyjemność. Mieszkanie od razu zapachniało świeżością. Ubrania jak by dostały kolorów, były przyjemnie miękkie, bosko pachniały! Naprawdę polecam każdemu kto uwielbia prać i każdemu kto tego nie znosi. Pokochacie to na pewno :)
Na koniec jeszcze parę zdjęć z informacjami:





Nie będę Was zanudzała ulotkowymi informacjami typu "co, jak, dlaczego?" bo uważam, że dopóki nie wypróbuje się czegoś samemu to pisać można dużo i różne rzeczy. Tak więc kochane/kochani przyjemnego, czystego, pachnącego prania życzę! :)

poniedziałek, 4 maja 2015

Moda na modę... moda na marudzenie?

Mam ostatnio wrażenie, że jestem jakimś prehistorycznym stworem, który nawet nie zna znaczenia słowa "moda'. No i w sumie racja bo nie dość, że nie mieszczę się w te "modowe fatałaszki" to nawet nie odróżniam projektantów. Nie kręci mnie to w ogóle. Wystarczy, że wiem co to "cecek", "dajczman" i "noł boso" haha. Wiem co to tesco, kik, pepco, c&a i h&m. Jak na mnie to i tak spora wiedza na temat sklepów. Może powinnam się urodzić facetem? Bo kurde wole wypić piwo, pośmiać się z pierdół niż martwić się jaką dzisiaj włożę sukienkę. 
Czasami zazdroszczę tego "nie mam się w co ubrać" a w szafie milion pięćset sto dziewięćset ciuchów. Ja mam dwie pary jeansów, z czego jedne mi się niedawno podarły! Schyliłam się a tu nagle takie "prrrrrrrrrrt". Brzmiało to jak bym puściła tygodniowego bąka! 
Wracając do zawartości mojej szafy... tak więc została już jedna para jeansów, dwie bluzki, dwa swetry i w sumie chyba nic więcej. Tzn. coś tam jeszcze jest ale to stare szmaty, których mi się nie chce wyrzucić. 
Coś ze mną nie tak?
W sumie srał to pies... Lubię być taka jaka jestem. Chociaż czasami sama siebie potrafię nieźle wdenerwić (jak to mawiają moje dzieci). Marudzę, marudzę i marudzę zamiast spiąć poślady i coś zrobić. Jestem prehistorycznym leniem, który sam nie wie o co mu w życiu chodzi. 
Np. założyłam bym swoją firmę ale... boję się, nie chce mi się, nie wiem czy pomysł by się sprawdził. Takie kurde nie wiadomo co. 
Poszła bym na siłownię ale... za gruby mam zad=wstyd się pokazać, nie ma z kim iść=samej się nie chce, jak już się ktoś znajdzie to nagle nie ma z kim dzieci zostawić (jak na złość!). 
Wy też tak marudzicie? Czy ja jestem jakaś nienormalna? 
Tym marudzeniem sama siebie wkurzam.
Do tego jak zacznie jeszcze marudzić człowiek zwany mężem to już w ogóle tragedia. A ten to potrafi marudzić jak nikt! Oj potrafi! Ma to po mamusi! Jeszcze jak słyszę "czuję, że będę chory" to ciśnienie nagle mi skacze do 300/300! Palpitacje serca gotowe! Tym (tzn. mężowi i teściowej) to zawsze duszno, serce ich kuje, w kościach ich kręci i wystarczy, że kichną a to już ZAPALENIE PŁUC! 
Boże daj siłę!
Idę poczytać książkę to skończę w końcu ten nudny, marudzący post! Chwała wam za cierpliwość jeżeli doczytaliście do tego momentu! 
Dobrej nocy!

piątek, 27 lutego 2015

Owczarkiem niemieckim być...

Wstawiłam dzisiaj zdjęcie mojego łobuza na instagramie z 10 cechami owczarka niemieckiego. Oczywiście pisałam o swoim bo jak wiadomo każdy pies jest inny. No i przyszedł mi pomysł na notkę, w której te cechy trochę rozwinę i poopowiadam co nie co o tym ośle w skórze psa.
Zacznijmy od tego, że to mój mąż się uparł, żeby kupić owczarka niemieckiego. Dałam się w końcu przekonać no i na początku września 2013r. zamieszkał z nami. Nazwaliśmy go Axel (tak też ma w rodowodzie).
Przeboje do dzisiaj są z nim nie małe ale jak był szczeniakiem to po prostu przeginał na całej linii! Począwszy od tego, że wolał siusiać w domu zakończywszy na zjedzonych butach moich dzieci. Bo przecież po co siusiać na dworze jak w jajca zimno i można to zrobić na cieplutkich panelach a 'mamcia' posprząta tak czy siak. 
Oczywiście (do dziś mu to zostało!) nie ma to jak poinformować całą dzielnice, że wstrętna, nie dobra, bezuczuciowa 'mamcia' wyszła właśnie i zostałem sam. Jak palec." A jak nie wróci? Aaaaaaaa panika! Koniec świata! 'Mamcia' nie wróci i co teraz? Sąsiedzi ratujcieee! ". Tak to mniej więcej można przetłumaczyć z hałkania na ludzki język. No to 'mamcia' zaczęła zamykać w swojej sypialni, żeby tak słychać nie było to co? To zeżarłem mamci NOWE drzwi! Dobrze, że nie na wylot i od wewnętrznej strony! Nie ma siary jak ktoś przyjdzie. 
Następny odchył mojej "kruszynki" to sranie na pasie zieleni gdzie do najbliższego kosza na śmieci kawałek jest! Karzą zbierać 'ciepłe paczuszki' ale żeby porobić więcej koszy to już nie ma komu. I idź z tym ciepełkiem przez pół dzielnicy bo nie ma gdzie wyrzucić. A Axel ratlerkiem nie jest więc woreczek jest konkretnych rozmiarów! Jeszcze nie daj boże źle się nabierze i.... płakać mi się wtedy chceeee! Ręce w domu szoruję 10 razy!
Laćki mamci też są niczego sobie. A już tym bardziej mnie jarają jak są w ruchu. Mmmm ale wtedy smakowicie wyglądają. Tak jak by mówiły do mnie "Axeeeel zjedz, rozerwij agrrrr". Taki Grey dla psów. A mamcia potem łazi z sianiakami na nogach. I tłumacz każdemu, że to wcale nie mąż mnie bije a pies się nade mną znęca! 
Co do obuwia to lubię też (jak jestem podjarany i właśnie mi się głupawka włączyła) wziać ULUBIONY but mamci do pyska i rzucać nim po ścianach jak szmatą. Zabawa przednia.... dla psa! Mamcia ma wtedy ochotę... lepiej nie będę tego pisała! :D
Wychodząc na spacer, każdy jeden pies wie, że to dzielnia Axela! I nie ma prawa podskoczyć bo... nie i już! Ale mądry jest tylko na smyczy. Jak przychodzi co do czego to tak jak mój stary.... znika pierwszy z horyzontu! Mądry w mordzie! No chyba, że chodzi o patyczek albo piłkę... wtedy to krew by się polała! 
Sprawa bączenia w nocy jest dość ciężką sprawą dla mamci. A wręcz śmierdzącą. No Hitler przy Axelu to miał na noc! Przecież, że ja jeszcze żyje to jakiś cud. Osioł położy się akurat z mamci strony i daje czaduuuu. Dobrze, że pod kołdrą tak tego nie czuć. W lato to pikuś okno się otworzy ale zimą jak mrozik to już kiepsko jest!
Jedzonko i drinki. Ulubione przysmaki mojego psa! Zrobi za nie wszystko! Ale jak już nie posiadasz tego w ręku bądź w bliskiej okolicy gdzie jego wzrok sięga to oleje cię na całej linii. Mówisz do niego to podniesie tą swoją łepetynę i popatrzy na Ciebie jak na debila, że w ogóle miałeś czelność się do niego odezwać PODCZAS ODPOCZYNKU! Za to jak ktoś przyjdzie to pies aktywny jak cholera. Wpierniczy ci się swoim zadem całym na ciebie i miziaj! Najlepiej po dupce! A jak nie to... buzi buzi :D
Mam też swoją piłeczkę, którą bardzo mocno kocham. Nawet nie wiem czy nie bardziej niż mamcię. Dla bezpieczeństwa nawet z nią śpię. I to nie tak zwyczajnie bo zasnę mocniej to ktoś może zarąbać. Trzymam ją w mordzie! Śliniąc przy tym całą podłogę mamci. Bo po co ma leżeć i pachnieć! Niech ruszy dupsko i wyciera! Przy okazji mam świetną zabawę jak złapię mop i z nim uciekam. Mamcia się wtedy fajnie wkurza a ja mam radochę!
Można by było jeszcze długo o nim pisać ale zaraz trzeba wyjść na dwór bo... w domu dalej się fajnie siura! 
Przedstawiam tego złośliwego kochanego wariata:

To jest właśnie moja kochana piłeczka!


:)


czwartek, 19 lutego 2015

Gówniana sprawa!

Znowu zacznę od tego od czego zacząć nie powinnam!
No więc...
Miałam wczoraj badanie, którego się bałam jak cholera! Gówniane badanie!
Przyszłam do przychodni już "posrana"! I jeszcze kazali czekać pół godziny zamiast zawołać mnie i zrobić co trzeba raz dwa...Jeszcze moją córkę naszło na głośne gadanie!
"Mamo! To tutaj Ci będą wkładać tą rurkę do DUPY?!"
"JULAAAA! Mówi się do pupci a nie DUPY!"
"Aaa no tak zapomniałam. Przepraszam mamo."
Wszyscy wzrok na moją PUPCIĘ! Dość murzyńską :D Nie mam pojęcia o co im chodziło :D
Dobra! W końcu nadszedł ten moment kiedy miałam wejść do gabinetu. Pani pielęgniarka widząc mnie wystraszoną do granic możliwości mówi, żeby się nie bać bo to TYLKO 10cm czyli jak czopek!
Aaaaaaaaaa od kiedy czopek ma 10cm?! Ja się pytam?!
P: Proszę iść za mną. Tam jest łazienka.
JA: Ok. Idę.
P: (w łazience już) tu ma Pani zielone spodenki. Tą dziurą do tyłu (tak tak! Wykrojona dziura na tylną dziurę!) i ochraniacze na skarpetki. Jak się Pani przebierze proszę usiąść na łóżku i poczekać.
No to zamknęłam łazienkę i się rozbieram. Ubieram te seksi zielone gatki i.... okazało się, że mam mega murzyńską pupcię! Pół dupy wystawało z gatek! Wychodzę i mówię czy nie mają jednak rozmiaru XL to stwierdziła, żeby się nie przejmować. Myślę sobie "Kurna! Usiądę to mi to całe z PUPCI zjedzie!"
Usiadłam i tak też się stało!
 Pielęgniarka mówiła, że doktor zaraz przyjdzie... Nie było go pół godziny! A ja musiałam siedzieć między dodupnymi kablami! Ja pierdziele! Pierwszy raz w życiu widziałam 2 metrowy kabel, który w PUPCIĘ można włożyć! Miałam tylko nadzieję, że się nie przesłyszałam, że to na prawdę 10 cm a nie 10 m! 
Przyszedł doktor...
JA: Dzień dobry Panie doktorze.
D: Dzień dobry Pani Karolino. Co tam słychać?
JA: Musi Pan sam zajrzeć bo mój wzrok tam nie sięga!
D: To już zaglądamy. Proszę stanąć kolanami na łóżku i oprzeć się łokciami. Wypiąć pupę.
JA: Panie doktorze ale mi te gatki zlecą!
D: Niech się Pani nie przejmuje, to nawet lepiej :)
I... Omińmy ten szczegół! Haha :D
JA: Panie doktorze ja nie chcę nic mówić ale zaraz narobię Panu na rękę!
D: Pani Karolino spokojnie. Ja tu dmucham... powietrzem to dlatego!
JA: Pierwszy raz ktoś mnie dmucha.... powietrzem!
W między czasie dialog między pielęgniarką a doktorem:
P: Zrobić Panu kawę?
D: Nie nie dziękuję, już sporo dziś wypiłem.
P: A jadł Pan śniadanie?
Myślę... matkoooo! Se temat znaleźli!
D: Zjem po badaniu :)
SZACUN! :D 
Wszystko trwało może całe 3 min (na szczęście!). Po badaniu lekarz aż się zapytał czy wszystko w porządku i pogłaskał po policzku. Chyba musiałam być blada! Haha :D

Ogólnie kto lubi "tylne" zabawy to POLECAM! 
:D

środa, 11 lutego 2015

Z Greyem być...

 Jest noc. Przychodzę do niego. Otwiera mi drzwi i... Jest! Jest on! Przystojny! Namiętny! NAPALONY! Ooooo tak! Bierz mnie Christianie! Weź mnie do "czerwonego pokoju bólu", żebym rozpadła się na milion kawałków i pokaż kulki... Nie! Nie swoje! Dopizdowne! :D

 Mamy teraz szał na Greya. Grey tu, Grey tam, Grey mój ideał... Sama czytałam wszystkie części i wybieram się też na film. Fakt faktem, że biletu jeszcze nie posiadam ale mam nadzieję, że coś mi kobitki zostawicie? Hehe
Tak czy siak mamy "walkę" między fanami a wrogami. Kto ma rację?
NIKT! 
Czemu?
Bo o gustach się nie dyskutuje ;)
Ja sama jestem po środku! Bo lubię się odmóżdżać ale też irytuje mnie czasami jeżeli czegoś jest za dużo. Aczkolwiek...
Z Greyem być! Ideał faceta! Przystojny, zboczony, bogaty, męski i stanowczy. Która z nas by takiego nie chciała? Nie wierzę, że nawet te które są na "nie" nigdy nie pomyślały o takim facecie.
Ale nie wiem czy taki właśnie facet byłby dobry na dłuższą metę?! 
BYŁBY! :D 
Niestety muszę zejść na ziemię i co widzę? No kurna! Starego! Pierdzącego, bekającego i marudzącego! Szkoda, że takie ideały nie istnieją!
To taka przyziemna wersja Greya w trochę powiększonym pakiecie czyli z bojlerem pod cyckami. Ma to swoje plusy bo gdzie by mój syn na Greyu zrobił sobie górkę dla samochodów? A u przyziemnego "Krystianka" hałda jak się patrzy! Samochodziki rozpędzają się do 250km/h! Syn może się poczuć jak Hołowczyc!
No i przyziemny Grey idzie na kompromisy... tzn ja mówię, a on się zgadza bo wie, że nie ma sensu dyskutować! Ten prawdziwy by nie popuścił. A ja lubię postawić na swoim :D Czasami muszę robić tak, żeby przyziemny myślał, że to on postawił na swoim ale w rzeczywistości się myli... oj myli i to GRUBO! 
Co do bogactwa to przyziemny cały czas mówi, że w końcu wygra w toto lotka więc czekam... cierpliwie czekam. Na razie zamiast latać helikopterem to jeżdżę Krystyną z 98r. Ale Krystyna (czy. Chrysler) jest niezastąpiona. Żaden Charlie Tango jej nie przebije!
Tak więc dziewczyny...
Obudźmy się i wróćmy do "przyziemnych".
Greya zostawmy na "ciche dni"! 
Aaa no i w sumie jakieś pejczyki czy inne zabaweczki można zakupić... "Przyziemni" też lubią zboczone piczki w sypialni!
Dobra, idę spać. Dzisiaj przytulam się do psa! Stary w robocie... 

czwartek, 5 lutego 2015

Dowcipna Straż Miejska...

Był to czerwiec. Dokładnie 4 czerwiec (data jest tu dość ważna!). W sumie dzień jak co dzień lecz nie do końca... 
Jak zwykle ogarniałam duży pokój i mimowolnie spojrzałam przez okno. Patrzę a tam straż miejska pod blokiem (mamy swój parking więc to na bank do naszego bloku). A że parę dni wcześniej sąsiad, który mieszka drzwi obok darł się z balkonu do sąsiadów z na przeciwka o to że ich pies sobie poszczekuje (nie dość, że była godz południowa to pies stary i prawie go nie słychać!), że wezwie miejskie to pomyślałam: "O! Stary osioł spełnił groźbę!". Nie myśląc dłużej poszłam dalej ogarniać mój "porządek" domowy. 
Minęła jakaś godzina i ktoś puka. Idę. Patrzę przez kuklok (tak, wizjer!) a tam straż miejska. Mówię "A ci co u mnie?!". No nic... otwieram. W ciuchach do sprzątania.
Ja: Dzień dobry
SM: Dzień dobry.
Ja: W czy mogę pomóc?
SM: A jest ktoś dorosły w domu?
W tym momencie najpierw mnie zatkało, a później zaczęłam się śmiać :D
Młodszy strażnik mówi do tego starszego:
M: No nie widzisz, że Pani jest dorosła?!
JA: Nie no, ale mi to schlebia. Proszę przychodzić częściej i się o to pytać :D
Pośmialiśmy się trochę, ale najśmieszniejsze było dopiero przed nami! Wpuściłam panów do środka  pytam się o co chodzi? 
SM: Posiada Pani psa?
Ja: No tak, owczarka niemieckiego.
SM: A gdzie on jest?
Ja: Mąż właśnie poszedł z nim na spacer. A co? Sąsiad was wezwał? (oczywiście znowu zaczęłam się śmiać jak durna :D)
SM: Dostaliśmy zgłoszenie, że pies w tym mieszkaniu szczeka.
Ja: No a co ma robić? Miałczeć? Zresztą nie przypominam sobie, żeby ostatnio szczekał bo jestem cały czas w domu...
SM: Dostaliśmy taką kartkę na której są zapisane... ( chwila przerwy bo nie wiedzieli jak to powiedzieć :D) daty i godziny kiedy szczeka...
Ja znowu w śmiech. Widzę, że im też się śmiać chce ale że wszystko dzieje się w przedpokoju z którego słychać każdy szept a sąsiad pewnie podsłuchiwał to się powstrzymali. 
Ja: Ok. To kiedy ostatnio szczekał?
Przypominam, że jest 4 czerwiec!
SM: Ostatnio pod koniec maja w godzinach południowych...
Dobrze, że w tym momencie przyszedł mój z Axelem, bo bym się prawie w majty poszczała! Swoją drogą ich reakcja na psa też była niczego sobie hahaha... Brakło im przedpokoju, żeby się cofnąć :D 
Mówią wszystko mojemu, a on... też w śmiech! 
Nie miałam wyjścia, pies mój w książeczce (pisze jak byk) więc musiałam podać swoje dane do spisania. 
Na koniec jeszcze dodali, że sąsiad jest na skraju wytrzymania i do sądu chce nas podać. To mówię, żeby przekazali, że ja chętnie! 

Następnego dnia ów sąsiad wylazł na balkon i się znowu drze. Wyszłam na balkon i mówię:
-No kurwości! Będzie mi się tu darł? Chwilunia... którą mamy godzinę i jaki dzień? Rafaaał przynieś mi kartkę i długopis...
No i zapisałam.
Zasraniec oczywiście uciekł do środka i od tej pory ani miejskiej u mnie ani wydzierania na balkonie haha :D Wezwania do sądu też ani widu ani słychu... A sąsiad omija nas z daleka :D

Byłam nawet u tej sąsiadki, której pies tak głośno i często na balkonie szczeka (haha:D) i mówi do mnie:
-Nie przejmuj się tym starym ciulem. On jest psychiczny. Cały blok go olewa. Nawet na dzieci się wydziera jak za głośno do klatki wchodzą!
Poobgadywałyśmy go i uśmiały po pachy!
Szkoda tylko jego kobiety, która jest przesympatyczna a musi znosić starą pierdołę wychodzącą latem w slipach za dużych na balkon z jajami wiszącymi po kolana!!!

No także ten tego... Jak by tak kiedyś trafił na ten blog to pozdrawiam serdecznie :D  

No i Axel pozdrawia :D


niedziela, 1 lutego 2015

"Aaa Kotki Dwa" czyli trudne zasypianie...

Nigdy nie było problemów z zaśnięciem moich dzieci. Godzina 19:00 oni już w łóżkach i pierwszej fazie snu. Od jakiegoś czasu zasypiają bardzo późno. Jest to godzina 22-23:00, czasami i później. Do tego dochodzi nocne przychodzenie do mojego łóżka. Syn jak syn. Adaś kiedy zaśnie to do rana śpi ale Julka ZAWSZE w nocy przychodzi. Lubię to bardzo, wręcz uwielbiam ale jest to trochę męczące bo córa rośnie i coraz więcej miejsca zajmuje. Nikt się w końcu nie wysypia.
Teraz młodzi (jakimś cudem!) leżą już w łóżkach. Wykąpani, po kolacji, po czytaniu i syropkach (bo znowu chorzy) i co chwilę jest tylko:
-"Mamoooo!"
-"Co?"
-"Nie mogę zasnąć! Jestem zmęczony ale spać nie mogę!"
Ehh... czytanie nie pomaga, muzyka po cichu nie pomaga, audiobooki nie pomagają, ciepłe mleko nie pomaga, lampka nie pomaga, ciemność nie pomaga. Nie mam już pomysłów. Może jakiś syropek? Ostatnio reklamowali niejaki hmm Tulleo? Spróbować?
Szkoda mi ich jak muszą wstać o 6:45 do szkoły/zerówki i są nie wyspani, marudni, nic im się nie chce. Nie dziwię się. Sama bym taka była, a to jeszcze dzieci, małe dzieci! Potem przekłada się to na wyniki w nauce i koncentracji. Młody i tak już ma problem z koncentracją a do tego dochodzi niewyspanie. 
Jutro wybiorę się do apteki i podpytam. 
Jest jeden plus w tym wszystkim. Naczytam się łobuzom za wszystkie czasy, a że uwielbiam czytać to dla mnie frajda. Fajnie jest wracać do książek, które czytała mi mama czy babcia. Do baśni, które potrafią uruchomić wyobraźnię takiego malutkiego człowieczka. Adaś i Jula są też już w takim wieku, że jak kończę czytać to wszystko ich interesuje i dyskutują albo podsumowują bajkę. Uwielbiam słuchać jak tak mówią i mówią i mówią <3 Moje serduszka dwa. 
Nawet nie wiem kiedy ten czas tak szybko zleciał. Kiedy zaczęli sami się kąpać, robić sobie jedzenie jak są głodni, zajmować się sobą, ubierać się samodzielnie itd. itd. 
Rozczulam się kurczaki no! I zeszłam z tematu!

ok. 2 i 4 latka
5 i 7 lat 
Mamusie! Tatusiowie! Macie jakieś doświadczenie w sprawach snu u trochę starszych dzieci?

piątek, 30 stycznia 2015

Majty plan B!

Miałam dzisiaj wizytę u neurologa. Mężul zaś dzisiaj jechał na drugą nockę z rzędu ale uparł się, że pojedzie ze mną przed pracą. Mówię do niego, żeby poszedł spać i pojadę autobusem sama ale nie! Obudził się pół godziny przed wizytą moją i nie dość, że zmierzły jak... lepiej pisać nie będę, to jeszcze awantura o to, że trzeba z psem wyjść. Tak jak by nie wytrzymał godziny dłużej (a była dopiero 13:10!). Pojechaliśmy pokłóceni jak cholera! 
Czekając w poczekalni zamiast jeden z drugim do siebie gębę otworzyć to zaczęliśmy grać na swoich telefonach w diamenciki! W koło pełno babć i dziadków gapiących się na nas! Po chwili zaczęliśmy się przekomarzać (po cichu! Żeby nie było, że nie kulturalnie) o to, że gramy w to samo a ja pierwsza grę włączyłam. Haha jak dzieci! Dziadki musiały mieć z nas albo niezły ubaw albo sobie pomyśleli, że niezłe z nas porąbańce! 
Nadeszła moja kolej więc skończyła się ta głupia wymiana zdań. Weszłam do gabinetu i zaczęłam odpowiadać na pytania lekarki. Nagle mówi do mnie, że mam się rozebrać i zostać tylko w majtkach i staniku (bożeeee dobrze, że chociaż nogi ogoliłam!). Ja przerażona! Mówię:

JA: Pani doktor ale ja mam wszystkie ładne majtki w praniu więc niech się Pani nie przerazi moich majtochów zwanych "majtochy o kurde! Dupa Ci urosła!"
D: Haha spokojnie! Nie będę patrzała!
JA: Uff to dobrze. Ale na skarpetki też niech Pani nie patrzy bo są męża! Wyprane więc spokojnie! Pachnące!
D: Dobrze Pani Karolino, że mnie Pani poinformowała haha.

Pierdzielę! Ja to miałam wiedzieć, że do neurologa trzeba ubierać ładne majtki i swoje skarpetki! Niedługo się chirurg kłania więc wypiorę sobie za wczasu! :D 
Jaki z tego morał?
Bardzo ważny. I dość smutny. Mój portfel został uszczuplony o 125 zł + 30 zł leki! (Fuck! A miała bym na nowe majtki!)

PS: Jak podoba się nowy szablon bloga? ;)

czwartek, 29 stycznia 2015

Mamuśki a portale społecznościowe...

Ile ja to już razy słyszałam "Lepiej byś się dziećmi zajęła a nie tylko siedzisz na tych portalach i nic pożytecznego nie wnosisz, a dzieci samowolka". No kurde! To mi się już nic nie należy? Mam być zupełnie uzależniona tylko od dzieci? Przecież ja też jestem człowiekiem! A moje dzieci wcale nie chodzą ani brudne ani głodne ani smutne ani chore (no ok! Teraz są chore ale to przez panującego wirusa). 

Moje jakże zaniedbane bąki!

Co za różnica czy ja sobie otworzę Instagram, Facebook czy inne badziewia (tak czy siak zgodzicie się, że to bele co do zabicia czasu?) czy ja pójdę do kosmetyczki, fryzjera itp. i spędzę tam ze 4h? No niby jest różnica, bo będę piękniej wyglądała ale nie zawsze jest tak, że mogę urwać się z domu. Muszę radzić sobie sama. Po za tym na tych zabijaczach czasu nie raz pozna się wartościowych i wspaniałych ludzi, którzy dadzą Ci więcej wsparcia niż rodzina, pochwalą Cię, pogratulują byle pierdoły i POROZMAWIAJĄ, czego tak bardzo brakuje mamom! Przede wszystkim tym "siedzącym w domu". 

I tu bardzo bym chciała podziękować wszystkim InstaCiotkom, InstaPrzyjaciółkom... po prosty InstaMamom! Uwielbiam Was i dziękuję, że jesteście! Nikt nie potrafi tak podnieść na duchu jak wy!

Wracając do moich dzieci. Starszak właśnie siedzi, inhaluje się i patrzy na bajki a młodsza tańczy i udaje piosenkarkę. No i do czego tu potrzebna mama? Nie raz nawet wolą się sami pobawić bo mama się przecież nie zna. Za stara jest! Zresztą... Córce miedzy pisaniem tej notki klaszczę i chwalę ją a na syna zerkam i pytam się o bajkę, co tam w niej ciekawego(gdzie są już najedzeni po obiedzie!). Każda mama potrafi być wielozadaniowa i sobie poradzi w każdej sytuacji. Ale dla niektórych to nie do pojęcia... Najbardziej wymądrzają się Ci, którzy dzieci nie mają. "Bo przecież pilnuję czasami swojej siostrzenicy/bratanka". 24h a czasami to duża różnica. Jak widać tylko dla nas, dla mam!
Najgorsze jest to, że przez takie bezsensowne gadanie mama zaczyna mieć wyrzuty. W moim przypadku na szczęście trwają chwilę, bo wiem że mam szczęśliwe dzieci! Ale nie każda mamuśka ma silną psychikę i olewa innych...

Mamuśki pamiętajcie! JESTEŚMY WCIĄŻ LUDŹMI! Też nam się od życia coś należy więc nie dajcie sobie nigdy wmówić, że jesteście beznadziejne! Bo tak nie jest! Rola matki jest najtrudniejszą rolą w całym naszym życiu! 


wtorek, 27 stycznia 2015

Stworzenie (nie)boskie!

Mężczyzna
Co to?
Kto to?
Jak to działa?
Czy jest na to rozwiązanie?
Otóż... 
Zaczniemy od końca. Kochane! Muszę was zmartwić (chociaż pewnie większość jest uświadomiona) bo na mężczyznę rozwiązania nie ma. Jest to stworzenie (podobno boskie?) nie do ogarnięcia. Mówią, że to my kobiety jesteśmy trudne! Hehe! My! Taaaa... Jasne!
A kto umiera gdy tylko pojawi się pierwszy gil na wąsach?
Kto nigdy nie wpadnie na to, że ładnie kobiecie ze świeżymi kwiatami?
Kto na widok pampersa krzywi się jak przy jedzeniu cytryny?
Kto mdleje przy porodzie lub na widok krwi?
Kto nie wie na co uczulone jest własne dziecko?
Itd.
Przecież nie my, kobiety!
Aleee jedno wiedzą na pewno!
Kiedy mamy okres! Bo jest szansa na "ajs skrim"! Jedna z najlepszych opcji po robocie, gdzie mogą walnąć się na wyrku, rozłożyć ręce (i NOGI!) i wyobrażając sobie jakąś blond porno gwiazdę oddawać się rozkoszy... My się namęczymy a po wszystkim nawet BUZI nam się nie należy! 
Można by tak o nich dużo pisać.
Mało pozytywów, sporo negatywów.
Oczywiście większości wydaje się, że są mężczyznami. Otóż znowu nic mylnego! Nie są mężczyznami! Są dużymi dziećmi z większym bądź mniejszym dzyndzlem między nogami!

Na szczęście zostaje jeszcze pewien mały odsetek MĘŻCZYZN. 

Chwała im za to, że istnieją.
Szkoda, że to umierający gatunek...

poniedziałek, 26 stycznia 2015

XXL-ką być...

Witam kochani w ten jeszcze bardziej kochany poniedziałek :)
Mam ochotę napisać notkę ale... chyba nie mam weny! Włączyłam sobie EskęTV i właśnie puścili mój dzwonek na telefonie Meghan Trainor- All About That Bass. O! I już mam pomysł na notkę!
Dziewczyny plus size :)
Sama nią jestem. No dobra. Ja raczej należę do tych MegaSuperPlusSize (MSPS). Brzmi jak jakaś choroba! 
Wracając do piosenki o której wyżej pisałam to w końcu widzę w teledysku normalną śliczną kobietę o krągłych kształtach! Uwielbiam takie teledyski! Chociażby np teledysk Shaggiego "Girls Just Want To Have Fun". No czyż on nie jest świetny?! I najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeśli tylko taka XXL-ka dba o siebie i KOCHA SIEBIE to oczu nie można od niej oderwać, a faceci z dala się ślinią. Nie jedna dżaga jest wtedy zazdrosna. A faceci lubią krągłości :) wręcz je uwielbiają. Bo co to za frajda poobijać się na kościach? Lepiej poodbijać się od mięciutkiego ;) To jest jak z łóżkiem. Po to kupujemy gruby materac, żeby było nam wygodnie i miło :D 
Ja niestety należę do tych które się nie akceptują, a bardzo by chciały to zrobić. Muszę w końcu ruszyć dupsko! Iść do przodu i pokazać wszystkim, że jestem śliczną dziewczyną. Tak! Wiem! Po co sobie wmawiam! No bo ja lubię robić na przekór! 
Potrzebowała bym kogoś kto powie mi "ej ty stara! Jesteś pasztet i na pewno ani pajacyka zrobić nie umiesz". Oj bym mu pokazała jak moja noga wysoko sięga! To nic, że przy okazji obiła bym sobie oczy moimi dość dorodnymi kokosami (Niunią i Dziunią). Zawsze mogę powiedzieć, że kupiłam sobie fioletowy cień do powiek i zaczynam się malować o! Plan jest w razie czego ;)
Tak się zastanawiam za co się zazwyczaj uwielbia puszystych...
Jest jedna taka cecha (no może dwie), których KAŻDY puszystemu zazdrości: dystans do siebie i poczucie humoru. Nikt nie potrafi się tak z siebie śmiać jak my, okrągli. Oczywiście dużo też zależy od charakteru ale 90% plus size właśnie taka jest :)
Więc...
NIECH ŻYJĄ PUSZYŚCI! :)

niedziela, 25 stycznia 2015

Czekoladowa koronka

Witam was dziewczyny! No i oczywiście chłopaki!
Tak jak obiecałam, pokażę wam dzisiaj krok po kroku jak zrobić czekoladową koronkę w koło tortu/ciasta i innych wypieków jakie sobie wymyślicie.
Na początku chciałam zaznaczyć, że NIE JESTEM mistrzem w robieniu zdjęć! Fotograf ze mnie mega kiepski więc na dzień dobry przepraszam za te obrazkowe wypociny aczkolwiek starałam się! 
Do dzieła!
Do zrobienia koronki będą wam potrzebne następujące rzeczy:
-rondelek
-metalowa miska (większa od rondelka)
-oczywiście czekolada (dobrej jakości)
-papier do pieczenia
-ewentualnie rękaw i tylki (ja zazwyczaj robię sobie ten zestaw z papieru do pieczenia)
Co dalej?
1. Do rondelka nalewamy wody (nie więcej niż pół bo nie może dotykać miski). Miska musi być sucha! Czekoladę łamiemy na kawałki i wrzucamy do miski.


2. Stawiamy rondelek z wodą na gaz i przykrywamy go miską z czekoladą tak aby cały rondelek był zakryty.



3. I tu jest na potrzebna cierpliwość gdyż zostawiamy czekoladę samą sobie i czekamy aż nam się ładnie roztopi. Trwa to dosyć długo. Po jakiś 10 min możecie ją delikatnie przemieszać.




4. Kiedy tak czekolada nam się ładnie roztapia zabieramy się za zabawę z papierem do pieczenia. Musimy odmierzyć sobie (linijką lub od razu na torcie) wysokość i szerokość tortu i przyciąć papier. Na nim będziemy robić wzorki, ozdoby itp. (uruchamiamy swoją kreatywność oraz fantazję). Gdy już przytniemy potrzebny pasek wycinamy większy kwadrat i robimy z niego taki jak by "lejek". Jeżeli ktoś ma rękaw i tylki nie musi tego robić. Żeby nam się nie rozwalał ja zawsze zaklejam go taśmą klejącą i gotowe :)



5. W międzyczasie czekolada powinna nam się już roztopić. Musi być takim lejącym się "dżystem".  Rozkładamy wtedy nasz przycięty pasek na stole/blacie (możemy go od spodu podkleić delikatnie kremem z tortu, żeby się nie przesuwał), do stworzonego (pewnie trochę nerwów na nim zjecie) "lejka" bądź rękawa wlewamy czekoladę.


 6. Aaaa teraz... TWÓRZMY! BAWMY SIĘ! Macie duże pole do popisu. Wszystko zależy od waszej kreatywności co na tym pasku stworzycie :) Ja wczoraj za bardzo nie poszalałam, bo mój małż przyniósł mi tak genialną czekoladę (świąteczną z przeceny!), że ledwo się roztopiła! Myślałam, że z jajek zrobię mu kogel mogel! Więc postanowiłam zrobić tak:


7. Jak już stworzycie swoje arcydzieło :) zostawiacie pasek z czekoladą na ok. 5-10 min (zależy od temp w pomieszczeniu). W każdym razie czekolada nie może być zbyt roztopiona ani zbyt twarda. Musicie wyczuć moment. Ma być plastyczna :) 

8. Następnie wyciągacie obtynkowany (!obsmarowany kremem!) tort i delikatnie przykładacie nasz pasek do niego. Możecie też lekko wygładzić ręką jak wam się "pofaluje". Musicie potraktować go jak faceta, który ma katar (wiecie o co chodzi dziewczyny, co nie? ;) ). Jak już pasek będzie przyklejony wkładacie tort do lodówki i robicie sobie kawkę.



9. Po wypiciu kawki czyli zakładam jakieś 20/30 min później (może też sobie to w lodówce stać całą noc) wyciągamy tort i tu znowu trzeba włączyć cierpliwość! DELIKATNIE! BARDZOOOO DELIKATNIE! Ściągamy papier z czekolady...


10. Gdy ściągniemy papier wkładamy tort na jakieś 10 min do lodówki, żeby czekolada się nie roztopiła. Po tym czasie, jeżeli chcecie jeszcze go udekorować wyciągacie znowu z lodówki i działacie zgodnie ze swoimi postanowieniami dekoracyjnymi ;). 
Mi wyszło tak:

A to inne (stare) torty:

  



POWODZENIA! CHWALCIE SIĘ SWOIMI CUDAMI!

poniedziałek, 19 stycznia 2015

DZIEWCZYNY CHŁOPAKI UWAŻAJCIE!

Mam nadzieję, że koleżanka się nie obrazi za to, że wkleiłam linka do jej bloga aczkolwiek to bardzo ważne! Chodzi o posługiwanie się naszymi zdjęcia przez obce osoby! Klikajcie w poniższy link i poczytajcie co spotkało tą dziewczynę:



I takie przesłanie ode mnie. Uważajcie kobitki jakie zdjęcia swoich pociech dodajecie na "internety"! Ja zaraz też idę wyczyścić co nie co. I blokujcie swoje konta na Insta! Róbcie selekcję jak tylko się da!

Życie bywa okrutne...

Wnerwiłam się!
Wczoraj nastukałam długiego posta o weekendziku i co zrobiłam? Ja, zdolna mamuśka?! SKASOWAŁAM GO!!! 
Aaaaa myślałam, że z nerwów pogryzę telefon!
NIGDY WIĘCEJ PISANIA NOTEK NA TELEFONIE!
Oczywiście oberwało się za to... mężulowi. Ma jądra więc to jego wina! I to, że właśnie mnie swędzi noga to też jego wina! Wszystko jest jego winą! Niech się w końcu do czegoś przyda :D 
Szczerze to nie chce mi się znowu opisywać tego co się działo więc w skrócie:
Sobota- byliśmy na imprezce z dzieciakami. Miała trwać góra 3h a trwała jakieś 6h. Tata po nas przyjechał, a mamusia wracała wesoła do domu... Hmm to chyba ta pogoda bo z tego co widziałam to nalewali mi do szklanki "sok wiśniowi" :D Wróciliśmy do domu, położyłam bąki i też usnęłam w sekund 5! (Miałam robić tort jak wrócę. Nie udało się! :D)
Niedziela-pobudka 6:30 (Cierp ciało jak Ci się w sobotę nie chciało!). Przestępstwo w biały dzień! No ale musiałam ten tort zrobić. Nie miałam ani pomysłu ani weny ani niczego... Myślałam, że wyjdzie mi KUPA, DŻYST itp. Wyszło to:


I mogłam się położyć spać. Ze zmęczenia śnił mi się murzyn... ooooo co to był za sen! Oby takich więcej!
Poniedziałek-polazłam do lekarza (znowu pobudka o 7:00! A myślałam, że chociaż w ferie dzieciaków pośpię) z wynikami badań. Znowu dostałam skierowanie, tym razem do neurologa. Idę do rejestracji i pytam się o termin na co kobieta odpowiada "najbliższy na październik". Roześmiałam się, podziękowałam i poszłam zarejestrować się prywatnie, żeby odchudzić portfel o 125zł! Ale przynajmniej nagle lekarz był dostępny już 30 stycznia. Paranoja!

Jedyny plus dzisiejszego dnia to sms od kumpeli, której tort robiłam, że jestem jej mistrzem haha :D Dobry żart ale podziękowałam! :]

Ok. Idę pograć w Simsy albo w sumie pooglądam sobie murzynów na googlach o! Może sen wróóóóóóci <3... 

piątek, 16 stycznia 2015

"Pan Prężny" kontra 4-latka!

Tak więc...
Yhm wiem, wiem! Od "tak więc" się nie zaczyna ale ja lubię robić na odwrót ha! Taka jakaś głupia przypadłość... Chociaż nie raz jest dość śmiesznie jak się mój mężul wnerwia haha. No nic... przejdźmy do rzeczy!
Natchnęło mnie na notkę kiedy położyłam się na moim pluszowym, różowym, duuużym... tak! Siusiaku! (Dostałam na urodziny! Żeby nie było, że sama sobie kupiłam!) bo przypomniała mi się pewna sytuacja, która do dzisiaj mnie po prostu zabija!
Wyprowadzaliśmy się z wynajmu w końcu na swoje. Bajzel jak się patrzy, a przy okazji dzieci robiły co chciały. Miałam pochowanych parę rzeczy dostępnych dla ludzi 18+ a mianowicie "Pana prężnego" i "Wesołe krążki". Kiedyś mi się zachciało i leżały w szafce MOJEJ! W pewnej chwili wchodzę do pokoju dzieci a moja córcia (miała latek 4,5) zakłada "wesołe krążki" na lalki Barbie twierdząc, że znalazła śliczne sukienki! Nie myśląc długo rozebrałam te ślicznotki z moich (tzn w sumie pana męża) krążków twierdząc, że to uszczelki ze zmywarki i trzeba teraz iść rączki umyć bo były już stare! 
Ok. Jakoś tą sprawę załatwiłam uff więc poszłam dalej się pakować. Zajęta wkładaniem talerzy do kartonu nagle biegnie moja mała agentka z "Panem prężnym" i woła "Mamoooooo! Mamooooo! Zobacz co znalazłam!" i trzepie nim na prawo i lewo jak jakimś gumowym kijkiem. Jak byk widać, że to wielki siurak z żyłkami! Mówię "Jezuuu córcia. Skąd to masz?" i robię z siebie głupa, że nie wiem co to. A ona dalej zadowolona nim trzepie więc go zabrałam mówiąc "Kochanie! Ja nie wiem co to jest ale to chyba tego Pana co po pieniążki co miesiąc przychodzi :)". Na szczęście nie dopytywała więcej co i jak... 
Tego dnia miała chyba najczystsze ręce w całym swoim życiu :D!

czwartek, 15 stycznia 2015

Starcie tytanów!...

Ok. Poszłam dzisiaj na badania i uśmiałam się jak nigdy! Jak dojechałam na miejsce to wyszła razem ze mną z autobusu starsza babcia. Wszystko było by ok gdyby nie jej przyspieszenie w kierunku przychodni (a podobno są TAKIE CHORE!). Myślę "może źle się czuje czy coś" ale nagle... zza mnie wyskakuje druga starsza babcia, która wysiadła z tego samego autobusu i biegnie haha. Ale biegnie tak, że wyprzedza tą pierwszą biegnącą już babcię. Żałuję, że tego nie nagrałam! Ja szłam sobie spokojnie bez pośpiechu. Dochodzę do przychodni a tam jeszcze zamknięte i stado "biegających babć" czekających na otwarcie. Całe pierwsze wejście zawalone no to czekam na zewnątrz i pytam się innej młodej dziewczyny (tak! JA TEŻ JESTEM MŁODA!) czy tu coś za darmo rozdają czy jak... Pośmiałyśmy się trochę z tych chorowitych babuniek, którym to trzeba ustąpić miejsca wszędzie. Przy okazji było też sporo śmiechu przy pobieraniu krwi (czego skutkiem jest boląca ręka!) bo po obgadywałyśmy "babcie korzeniowskie". Dawno nie widziałam tyle starych dzikusów! Ostatnio jak chciałam kupić coś w ciucholandzie a akurat mieli świeży towar rzucić. O mało mi dziecka staruchy nie staranowały kiedy drzwi otwarli! Aż wzięłam młodą na ręce! I weź się człowieku nie wnerw... Wszystko jest zabawne do czasu!
Druga sytuacja z babciami to jak pojechaliśmy dzisiaj do Realu po pościel dla młodej bo akurat była wyprzedaż. Wczoraj rzucili a dzisiaj już prawie nic nie zostało. A wszędzie tylko BABCIE BABCIE I BABCIE! I KOSZYKI BABĆ ZAWALONE WSZYSTKIM! Bo przecież trzeba kupić, żeby nikt inny nie kupił... Szkoda słów. Mówią, że to młodzież jest niewychowana... 

Tak w ogóle to w poniedziałek wyniki badań. Trochę się boję! Ale w sobotę imprezka "parapetówa" na spokojnie z dzieciaczkami :) Doczekać się nie mogę! Przestanę chociaż na chwilę myśleć o lekarzach!

środa, 14 stycznia 2015

Źle się dzieje...

Poszłam wczoraj do pracy i narobiłam się jak dziki wieprz! Za 500 zł to mogą sobie jednak frajerów szukać do czegoś takiego... Tak czy siak nie wiem jak wytrzymałam te 8h bo zaczęłam się cholernie źle czuć więc dzisiaj mnie już w pracy nie było tylko polazłam do lekarza. Wynik wizyty: skierowanie do chirurga oraz na badania krwi, moczu, cukru, wątroby, śledziony, tarczycy i cholera jeszcze wie czego! Od jutra czeka mnie latanie po lekarzach.. Mam tylko nadzieję, że nie wyląduję w szpitalu. Chociaż jedno było by dobre: wyspała bym się za wszystkie czasy a lekarze "macając" mój brzuch mogli by się poczuć jak na łóżku wodnym. Przy okazji mój mężu zrobił się jakiś taki bardziej opiekuńczy, aż się dziwnie czuję. Jego opiekuńczość sięgnęła zenitu kiedy poszłam się położyć o godzinie jakoś 15:00 a on razem ze mną i śpi do teraz. No a dzieci się same sobą nie zajmą bo zaraz coś narobią. Aczkolwiek! Po zdaniu "Kochanie nie radzę sobie bez Ciebie. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił" wybaczę mu te kimanie.

Coś bardziej pozytywnego:
Jak wróciłam wczoraj po pracy podszedł mój syncio do mnie z pretensjami i oburzeniem oznajmiając mi "MAMO! Czy ty jesteś poważna? Zrobiłaś mi tylko jedną bułkę do szkoły! Inni jedli a ja musiałem głodować!" (miał tylko 3h a przed wyjściem wszamał tosty!). I PO KIM ON JEST TAKI CHUDY?! To jest niesprawiedliwe! Ja wystarczy, że batonika zjem i czuję jak mi się naczepa na zadzie powiększa a on może jeść i jeść I NIC! 

Weny mi dzisiaj brakuje i jakoś tak smutno... Idę nie wiem gdzie. Miejsca sobie znaleźć nie mogę. 


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Dzień II ranek

Tak na szybciorka...
Od rana ciśnienie 300/300! Stary nie wyspany i zmierzły jak stado starych bab! Ale jak "coś" chce to lata za mną niczym perszing z różowym fiutkiem na wierzchu!
Te chłopy!
Tu pomoże TYLKO kawa! Duuuuuuża kawa i crunchy!
Więc udanego dnia i trzymajcie kciuki za mój drugi dzień w pracy 😉

Dzień I

Po tylu latach... ZACZĘŁO SIĘ! 
Znalazłam pracę. Fakt, że za psie pieniądze ale jest. Coś do CV-ki muszę wpisać w końcu, a nie tylko "gospodyni domowa, mama na cały etat" i takie tam srutu tutu. Teraz będę mogła wpisać "Pracownik Tesco"! Ambicje mam trochę większe, bo fajnie było by zostać jakimś hmm... prezesem KGHMu albo drugim Buddy Valastro. Ooo tak! Kupiłabym sobie wtedy wizytę u kosmetyczki, żeby mi haszcze wyplewiła z nad oczu! Sama nie umiem, bo zaraz mi oczy puchną więc co za tym idzie...NIC NIE WIDZĘ! Pierdziele więc taki interes. No i wynajęła bym jakąś STARĄ "nianię" do męża kiedy "egurola w niego wchodzi"*. Wtedy to dopiero idą hektolitry meliski! 
Ok! Ale przejdźmy do mojego pierwszego dnia w pracy... Poszłam gdzie mnie wysłano, dostałam szafkę z tekstem "Noo trochę tu śmierdzi ale możesz sobie jakimś perfum popsikać i będzie ok". Dobra. Przemilczałam. Przebrałam się i poszłam na plac boju czyli dział z tekstyliami. Kazali mi zająć się ręczniczkami i pościelą. Szybko zleciało! Zadowolona, że jestem taka dobra poszłam więc na dział dla niemowlaków. "Tutaj nikogo dawno nie było i jest trochę bałagan". TROCHĘ! TROCHĘĘĘĘ! Piernicze! Smoczki i butelki będą mi się po nocach śniły! Z zabawkami poszło lepiej bo przy okazji się trochę pobawiłam. Matka wielkie dziecko! Polazłam więc dumna powiedzieć, że skończyłam i na zasłużoną przerwę. Kupiłam sobie bułki ciemne (tak tak! Odchudzam się!) i mleko smakowe (w tym momencie przestałam się odchudzać!). Pycha! Muszę częściej sobie takie śniadanka serwować... 
Po przerwie kazali mi już tylko poprawić "resztki" i iść do domu. Więc o ok 14:30 byłam na chacie. A tam...
POSPRZĄTANE! 
OBIAD ZROBIONY!
ODROBIONE LEKCJE STARSZAKA!
Szok!!!!
Myślę... Ktoś podmienił mi męża! 
Chwilo trwaj!
Jutro czeka mnie praca od 10:00-18:00 ale stary będzie już wtedy w robocie więc nie mam co liczyć na ciepłe papu.
Tak poza tym... Coś czuję, że ten dzień jego męczarni domowych będzie mi wypominany do końca życia!
Idę spać... Dobranoc!

*czyli połączenie eboli i przeziębienia tzn śmierć na miejscu!