Miałam dzisiaj wizytę u neurologa. Mężul zaś dzisiaj jechał na drugą nockę z rzędu ale uparł się, że pojedzie ze mną przed pracą. Mówię do niego, żeby poszedł spać i pojadę autobusem sama ale nie! Obudził się pół godziny przed wizytą moją i nie dość, że zmierzły jak... lepiej pisać nie będę, to jeszcze awantura o to, że trzeba z psem wyjść. Tak jak by nie wytrzymał godziny dłużej (a była dopiero 13:10!). Pojechaliśmy pokłóceni jak cholera!
Czekając w poczekalni zamiast jeden z drugim do siebie gębę otworzyć to zaczęliśmy grać na swoich telefonach w diamenciki! W koło pełno babć i dziadków gapiących się na nas! Po chwili zaczęliśmy się przekomarzać (po cichu! Żeby nie było, że nie kulturalnie) o to, że gramy w to samo a ja pierwsza grę włączyłam. Haha jak dzieci! Dziadki musiały mieć z nas albo niezły ubaw albo sobie pomyśleli, że niezłe z nas porąbańce!
Nadeszła moja kolej więc skończyła się ta głupia wymiana zdań. Weszłam do gabinetu i zaczęłam odpowiadać na pytania lekarki. Nagle mówi do mnie, że mam się rozebrać i zostać tylko w majtkach i staniku (bożeeee dobrze, że chociaż nogi ogoliłam!). Ja przerażona! Mówię:
JA: Pani doktor ale ja mam wszystkie ładne majtki w praniu więc niech się Pani nie przerazi moich majtochów zwanych "majtochy o kurde! Dupa Ci urosła!"
D: Haha spokojnie! Nie będę patrzała!
JA: Uff to dobrze. Ale na skarpetki też niech Pani nie patrzy bo są męża! Wyprane więc spokojnie! Pachnące!
D: Dobrze Pani Karolino, że mnie Pani poinformowała haha.
Pierdzielę! Ja to miałam wiedzieć, że do neurologa trzeba ubierać ładne majtki i swoje skarpetki! Niedługo się chirurg kłania więc wypiorę sobie za wczasu! :D
Jaki z tego morał?
Bardzo ważny. I dość smutny. Mój portfel został uszczuplony o 125 zł + 30 zł leki! (Fuck! A miała bym na nowe majtki!)
PS: Jak podoba się nowy szablon bloga? ;)
Jaki to blog?... Mój! ;) Nie lajfcośtam ani nie parentcośtam, faszjoncośtam też nie, po prostu blog "ratatujków" ;)
piątek, 30 stycznia 2015
czwartek, 29 stycznia 2015
Mamuśki a portale społecznościowe...
Ile ja to już razy słyszałam "Lepiej byś się dziećmi zajęła a nie tylko siedzisz na tych portalach i nic pożytecznego nie wnosisz, a dzieci samowolka". No kurde! To mi się już nic nie należy? Mam być zupełnie uzależniona tylko od dzieci? Przecież ja też jestem człowiekiem! A moje dzieci wcale nie chodzą ani brudne ani głodne ani smutne ani chore (no ok! Teraz są chore ale to przez panującego wirusa).
Co za różnica czy ja sobie otworzę Instagram, Facebook czy inne badziewia (tak czy siak zgodzicie się, że to bele co do zabicia czasu?) czy ja pójdę do kosmetyczki, fryzjera itp. i spędzę tam ze 4h? No niby jest różnica, bo będę piękniej wyglądała ale nie zawsze jest tak, że mogę urwać się z domu. Muszę radzić sobie sama. Po za tym na tych zabijaczach czasu nie raz pozna się wartościowych i wspaniałych ludzi, którzy dadzą Ci więcej wsparcia niż rodzina, pochwalą Cię, pogratulują byle pierdoły i POROZMAWIAJĄ, czego tak bardzo brakuje mamom! Przede wszystkim tym "siedzącym w domu".
I tu bardzo bym chciała podziękować wszystkim InstaCiotkom, InstaPrzyjaciółkom... po prosty InstaMamom! Uwielbiam Was i dziękuję, że jesteście! Nikt nie potrafi tak podnieść na duchu jak wy!
Wracając do moich dzieci. Starszak właśnie siedzi, inhaluje się i patrzy na bajki a młodsza tańczy i udaje piosenkarkę. No i do czego tu potrzebna mama? Nie raz nawet wolą się sami pobawić bo mama się przecież nie zna. Za stara jest! Zresztą... Córce miedzy pisaniem tej notki klaszczę i chwalę ją a na syna zerkam i pytam się o bajkę, co tam w niej ciekawego(gdzie są już najedzeni po obiedzie!). Każda mama potrafi być wielozadaniowa i sobie poradzi w każdej sytuacji. Ale dla niektórych to nie do pojęcia... Najbardziej wymądrzają się Ci, którzy dzieci nie mają. "Bo przecież pilnuję czasami swojej siostrzenicy/bratanka". 24h a czasami to duża różnica. Jak widać tylko dla nas, dla mam!
Najgorsze jest to, że przez takie bezsensowne gadanie mama zaczyna mieć wyrzuty. W moim przypadku na szczęście trwają chwilę, bo wiem że mam szczęśliwe dzieci! Ale nie każda mamuśka ma silną psychikę i olewa innych...
Mamuśki pamiętajcie! JESTEŚMY WCIĄŻ LUDŹMI! Też nam się od życia coś należy więc nie dajcie sobie nigdy wmówić, że jesteście beznadziejne! Bo tak nie jest! Rola matki jest najtrudniejszą rolą w całym naszym życiu!
Moje jakże zaniedbane bąki!
Co za różnica czy ja sobie otworzę Instagram, Facebook czy inne badziewia (tak czy siak zgodzicie się, że to bele co do zabicia czasu?) czy ja pójdę do kosmetyczki, fryzjera itp. i spędzę tam ze 4h? No niby jest różnica, bo będę piękniej wyglądała ale nie zawsze jest tak, że mogę urwać się z domu. Muszę radzić sobie sama. Po za tym na tych zabijaczach czasu nie raz pozna się wartościowych i wspaniałych ludzi, którzy dadzą Ci więcej wsparcia niż rodzina, pochwalą Cię, pogratulują byle pierdoły i POROZMAWIAJĄ, czego tak bardzo brakuje mamom! Przede wszystkim tym "siedzącym w domu".
I tu bardzo bym chciała podziękować wszystkim InstaCiotkom, InstaPrzyjaciółkom... po prosty InstaMamom! Uwielbiam Was i dziękuję, że jesteście! Nikt nie potrafi tak podnieść na duchu jak wy!
Wracając do moich dzieci. Starszak właśnie siedzi, inhaluje się i patrzy na bajki a młodsza tańczy i udaje piosenkarkę. No i do czego tu potrzebna mama? Nie raz nawet wolą się sami pobawić bo mama się przecież nie zna. Za stara jest! Zresztą... Córce miedzy pisaniem tej notki klaszczę i chwalę ją a na syna zerkam i pytam się o bajkę, co tam w niej ciekawego(gdzie są już najedzeni po obiedzie!). Każda mama potrafi być wielozadaniowa i sobie poradzi w każdej sytuacji. Ale dla niektórych to nie do pojęcia... Najbardziej wymądrzają się Ci, którzy dzieci nie mają. "Bo przecież pilnuję czasami swojej siostrzenicy/bratanka". 24h a czasami to duża różnica. Jak widać tylko dla nas, dla mam!
Najgorsze jest to, że przez takie bezsensowne gadanie mama zaczyna mieć wyrzuty. W moim przypadku na szczęście trwają chwilę, bo wiem że mam szczęśliwe dzieci! Ale nie każda mamuśka ma silną psychikę i olewa innych...
Mamuśki pamiętajcie! JESTEŚMY WCIĄŻ LUDŹMI! Też nam się od życia coś należy więc nie dajcie sobie nigdy wmówić, że jesteście beznadziejne! Bo tak nie jest! Rola matki jest najtrudniejszą rolą w całym naszym życiu!
wtorek, 27 stycznia 2015
Stworzenie (nie)boskie!
Mężczyzna
Co to?
Kto to?
Jak to działa?
Czy jest na to rozwiązanie?
Otóż...
Zaczniemy od końca. Kochane! Muszę was zmartwić (chociaż pewnie większość jest uświadomiona) bo na mężczyznę rozwiązania nie ma. Jest to stworzenie (podobno boskie?) nie do ogarnięcia. Mówią, że to my kobiety jesteśmy trudne! Hehe! My! Taaaa... Jasne!
A kto umiera gdy tylko pojawi się pierwszy gil na wąsach?
Kto nigdy nie wpadnie na to, że ładnie kobiecie ze świeżymi kwiatami?
Kto na widok pampersa krzywi się jak przy jedzeniu cytryny?
Kto mdleje przy porodzie lub na widok krwi?
Kto nie wie na co uczulone jest własne dziecko?
Itd.
Przecież nie my, kobiety!
Aleee jedno wiedzą na pewno!
Kiedy mamy okres! Bo jest szansa na "ajs skrim"! Jedna z najlepszych opcji po robocie, gdzie mogą walnąć się na wyrku, rozłożyć ręce (i NOGI!) i wyobrażając sobie jakąś blond porno gwiazdę oddawać się rozkoszy... My się namęczymy a po wszystkim nawet BUZI nam się nie należy!
Można by tak o nich dużo pisać.
Mało pozytywów, sporo negatywów.
Oczywiście większości wydaje się, że są mężczyznami. Otóż znowu nic mylnego! Nie są mężczyznami! Są dużymi dziećmi z większym bądź mniejszym dzyndzlem między nogami!
Na szczęście zostaje jeszcze pewien mały odsetek MĘŻCZYZN.
Chwała im za to, że istnieją.
Szkoda, że to umierający gatunek...
Co to?
Kto to?
Jak to działa?
Czy jest na to rozwiązanie?
Otóż...
Zaczniemy od końca. Kochane! Muszę was zmartwić (chociaż pewnie większość jest uświadomiona) bo na mężczyznę rozwiązania nie ma. Jest to stworzenie (podobno boskie?) nie do ogarnięcia. Mówią, że to my kobiety jesteśmy trudne! Hehe! My! Taaaa... Jasne!
A kto umiera gdy tylko pojawi się pierwszy gil na wąsach?
Kto nigdy nie wpadnie na to, że ładnie kobiecie ze świeżymi kwiatami?
Kto na widok pampersa krzywi się jak przy jedzeniu cytryny?
Kto mdleje przy porodzie lub na widok krwi?
Kto nie wie na co uczulone jest własne dziecko?
Itd.
Przecież nie my, kobiety!
Aleee jedno wiedzą na pewno!
Kiedy mamy okres! Bo jest szansa na "ajs skrim"! Jedna z najlepszych opcji po robocie, gdzie mogą walnąć się na wyrku, rozłożyć ręce (i NOGI!) i wyobrażając sobie jakąś blond porno gwiazdę oddawać się rozkoszy... My się namęczymy a po wszystkim nawet BUZI nam się nie należy!
Można by tak o nich dużo pisać.
Mało pozytywów, sporo negatywów.
Oczywiście większości wydaje się, że są mężczyznami. Otóż znowu nic mylnego! Nie są mężczyznami! Są dużymi dziećmi z większym bądź mniejszym dzyndzlem między nogami!
Na szczęście zostaje jeszcze pewien mały odsetek MĘŻCZYZN.
Chwała im za to, że istnieją.
Szkoda, że to umierający gatunek...
poniedziałek, 26 stycznia 2015
XXL-ką być...
Witam kochani w ten jeszcze bardziej kochany poniedziałek :)
Mam ochotę napisać notkę ale... chyba nie mam weny! Włączyłam sobie EskęTV i właśnie puścili mój dzwonek na telefonie Meghan Trainor- All About That Bass. O! I już mam pomysł na notkę!
Dziewczyny plus size :)
Sama nią jestem. No dobra. Ja raczej należę do tych MegaSuperPlusSize (MSPS). Brzmi jak jakaś choroba!
Wracając do piosenki o której wyżej pisałam to w końcu widzę w teledysku normalną śliczną kobietę o krągłych kształtach! Uwielbiam takie teledyski! Chociażby np teledysk Shaggiego "Girls Just Want To Have Fun". No czyż on nie jest świetny?! I najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeśli tylko taka XXL-ka dba o siebie i KOCHA SIEBIE to oczu nie można od niej oderwać, a faceci z dala się ślinią. Nie jedna dżaga jest wtedy zazdrosna. A faceci lubią krągłości :) wręcz je uwielbiają. Bo co to za frajda poobijać się na kościach? Lepiej poodbijać się od mięciutkiego ;) To jest jak z łóżkiem. Po to kupujemy gruby materac, żeby było nam wygodnie i miło :D
Ja niestety należę do tych które się nie akceptują, a bardzo by chciały to zrobić. Muszę w końcu ruszyć dupsko! Iść do przodu i pokazać wszystkim, że jestem śliczną dziewczyną. Tak! Wiem! Po co sobie wmawiam! No bo ja lubię robić na przekór!
Potrzebowała bym kogoś kto powie mi "ej ty stara! Jesteś pasztet i na pewno ani pajacyka zrobić nie umiesz". Oj bym mu pokazała jak moja noga wysoko sięga! To nic, że przy okazji obiła bym sobie oczy moimi dość dorodnymi kokosami (Niunią i Dziunią). Zawsze mogę powiedzieć, że kupiłam sobie fioletowy cień do powiek i zaczynam się malować o! Plan jest w razie czego ;)
Tak się zastanawiam za co się zazwyczaj uwielbia puszystych...
Jest jedna taka cecha (no może dwie), których KAŻDY puszystemu zazdrości: dystans do siebie i poczucie humoru. Nikt nie potrafi się tak z siebie śmiać jak my, okrągli. Oczywiście dużo też zależy od charakteru ale 90% plus size właśnie taka jest :)
Więc...
NIECH ŻYJĄ PUSZYŚCI! :)
Mam ochotę napisać notkę ale... chyba nie mam weny! Włączyłam sobie EskęTV i właśnie puścili mój dzwonek na telefonie Meghan Trainor- All About That Bass. O! I już mam pomysł na notkę!
Dziewczyny plus size :)
Sama nią jestem. No dobra. Ja raczej należę do tych MegaSuperPlusSize (MSPS). Brzmi jak jakaś choroba!
Wracając do piosenki o której wyżej pisałam to w końcu widzę w teledysku normalną śliczną kobietę o krągłych kształtach! Uwielbiam takie teledyski! Chociażby np teledysk Shaggiego "Girls Just Want To Have Fun". No czyż on nie jest świetny?! I najlepsze w tym wszystkim jest to, że jeśli tylko taka XXL-ka dba o siebie i KOCHA SIEBIE to oczu nie można od niej oderwać, a faceci z dala się ślinią. Nie jedna dżaga jest wtedy zazdrosna. A faceci lubią krągłości :) wręcz je uwielbiają. Bo co to za frajda poobijać się na kościach? Lepiej poodbijać się od mięciutkiego ;) To jest jak z łóżkiem. Po to kupujemy gruby materac, żeby było nam wygodnie i miło :D
Ja niestety należę do tych które się nie akceptują, a bardzo by chciały to zrobić. Muszę w końcu ruszyć dupsko! Iść do przodu i pokazać wszystkim, że jestem śliczną dziewczyną. Tak! Wiem! Po co sobie wmawiam! No bo ja lubię robić na przekór!
Potrzebowała bym kogoś kto powie mi "ej ty stara! Jesteś pasztet i na pewno ani pajacyka zrobić nie umiesz". Oj bym mu pokazała jak moja noga wysoko sięga! To nic, że przy okazji obiła bym sobie oczy moimi dość dorodnymi kokosami (Niunią i Dziunią). Zawsze mogę powiedzieć, że kupiłam sobie fioletowy cień do powiek i zaczynam się malować o! Plan jest w razie czego ;)
Tak się zastanawiam za co się zazwyczaj uwielbia puszystych...
Jest jedna taka cecha (no może dwie), których KAŻDY puszystemu zazdrości: dystans do siebie i poczucie humoru. Nikt nie potrafi się tak z siebie śmiać jak my, okrągli. Oczywiście dużo też zależy od charakteru ale 90% plus size właśnie taka jest :)
Więc...
NIECH ŻYJĄ PUSZYŚCI! :)
niedziela, 25 stycznia 2015
Czekoladowa koronka
Witam was dziewczyny! No i oczywiście chłopaki!
Tak jak obiecałam, pokażę wam dzisiaj krok po kroku jak zrobić czekoladową koronkę w koło tortu/ciasta i innych wypieków jakie sobie wymyślicie.
Na początku chciałam zaznaczyć, że NIE JESTEM mistrzem w robieniu zdjęć! Fotograf ze mnie mega kiepski więc na dzień dobry przepraszam za te obrazkowe wypociny aczkolwiek starałam się!
Do dzieła!
Do zrobienia koronki będą wam potrzebne następujące rzeczy:
-rondelek
-metalowa miska (większa od rondelka)
-oczywiście czekolada (dobrej jakości)
-papier do pieczenia
-ewentualnie rękaw i tylki (ja zazwyczaj robię sobie ten zestaw z papieru do pieczenia)
Co dalej?
1. Do rondelka nalewamy wody (nie więcej niż pół bo nie może dotykać miski). Miska musi być sucha! Czekoladę łamiemy na kawałki i wrzucamy do miski.
2. Stawiamy rondelek z wodą na gaz i przykrywamy go miską z czekoladą tak aby cały rondelek był zakryty.
3. I tu jest na potrzebna cierpliwość gdyż zostawiamy czekoladę samą sobie i czekamy aż nam się ładnie roztopi. Trwa to dosyć długo. Po jakiś 10 min możecie ją delikatnie przemieszać.
4. Kiedy tak czekolada nam się ładnie roztapia zabieramy się za zabawę z papierem do pieczenia. Musimy odmierzyć sobie (linijką lub od razu na torcie) wysokość i szerokość tortu i przyciąć papier. Na nim będziemy robić wzorki, ozdoby itp. (uruchamiamy swoją kreatywność oraz fantazję). Gdy już przytniemy potrzebny pasek wycinamy większy kwadrat i robimy z niego taki jak by "lejek". Jeżeli ktoś ma rękaw i tylki nie musi tego robić. Żeby nam się nie rozwalał ja zawsze zaklejam go taśmą klejącą i gotowe :)
Tak jak obiecałam, pokażę wam dzisiaj krok po kroku jak zrobić czekoladową koronkę w koło tortu/ciasta i innych wypieków jakie sobie wymyślicie.
Na początku chciałam zaznaczyć, że NIE JESTEM mistrzem w robieniu zdjęć! Fotograf ze mnie mega kiepski więc na dzień dobry przepraszam za te obrazkowe wypociny aczkolwiek starałam się!
Do dzieła!
Do zrobienia koronki będą wam potrzebne następujące rzeczy:
-rondelek
-metalowa miska (większa od rondelka)
-oczywiście czekolada (dobrej jakości)
-papier do pieczenia
-ewentualnie rękaw i tylki (ja zazwyczaj robię sobie ten zestaw z papieru do pieczenia)
Co dalej?
1. Do rondelka nalewamy wody (nie więcej niż pół bo nie może dotykać miski). Miska musi być sucha! Czekoladę łamiemy na kawałki i wrzucamy do miski.
2. Stawiamy rondelek z wodą na gaz i przykrywamy go miską z czekoladą tak aby cały rondelek był zakryty.
3. I tu jest na potrzebna cierpliwość gdyż zostawiamy czekoladę samą sobie i czekamy aż nam się ładnie roztopi. Trwa to dosyć długo. Po jakiś 10 min możecie ją delikatnie przemieszać.
4. Kiedy tak czekolada nam się ładnie roztapia zabieramy się za zabawę z papierem do pieczenia. Musimy odmierzyć sobie (linijką lub od razu na torcie) wysokość i szerokość tortu i przyciąć papier. Na nim będziemy robić wzorki, ozdoby itp. (uruchamiamy swoją kreatywność oraz fantazję). Gdy już przytniemy potrzebny pasek wycinamy większy kwadrat i robimy z niego taki jak by "lejek". Jeżeli ktoś ma rękaw i tylki nie musi tego robić. Żeby nam się nie rozwalał ja zawsze zaklejam go taśmą klejącą i gotowe :)
5. W międzyczasie czekolada powinna nam się już roztopić. Musi być takim lejącym się "dżystem". Rozkładamy wtedy nasz przycięty pasek na stole/blacie (możemy go od spodu podkleić delikatnie kremem z tortu, żeby się nie przesuwał), do stworzonego (pewnie trochę nerwów na nim zjecie) "lejka" bądź rękawa wlewamy czekoladę.
6. Aaaa teraz... TWÓRZMY! BAWMY SIĘ! Macie duże pole do popisu. Wszystko zależy od waszej kreatywności co na tym pasku stworzycie :) Ja wczoraj za bardzo nie poszalałam, bo mój małż przyniósł mi tak genialną czekoladę (świąteczną z przeceny!), że ledwo się roztopiła! Myślałam, że z jajek zrobię mu kogel mogel! Więc postanowiłam zrobić tak:
7. Jak już stworzycie swoje arcydzieło :) zostawiacie pasek z czekoladą na ok. 5-10 min (zależy od temp w pomieszczeniu). W każdym razie czekolada nie może być zbyt roztopiona ani zbyt twarda. Musicie wyczuć moment. Ma być plastyczna :)
8. Następnie wyciągacie obtynkowany (!obsmarowany kremem!) tort i delikatnie przykładacie nasz pasek do niego. Możecie też lekko wygładzić ręką jak wam się "pofaluje". Musicie potraktować go jak faceta, który ma katar (wiecie o co chodzi dziewczyny, co nie? ;) ). Jak już pasek będzie przyklejony wkładacie tort do lodówki i robicie sobie kawkę.
9. Po wypiciu kawki czyli zakładam jakieś 20/30 min później (może też sobie to w lodówce stać całą noc) wyciągamy tort i tu znowu trzeba włączyć cierpliwość! DELIKATNIE! BARDZOOOO DELIKATNIE! Ściągamy papier z czekolady...
10. Gdy ściągniemy papier wkładamy tort na jakieś 10 min do lodówki, żeby czekolada się nie roztopiła. Po tym czasie, jeżeli chcecie jeszcze go udekorować wyciągacie znowu z lodówki i działacie zgodnie ze swoimi postanowieniami dekoracyjnymi ;).
Mi wyszło tak:
A to inne (stare) torty:
POWODZENIA! CHWALCIE SIĘ SWOIMI CUDAMI!
poniedziałek, 19 stycznia 2015
DZIEWCZYNY CHŁOPAKI UWAŻAJCIE!
Mam nadzieję, że koleżanka się nie obrazi za to, że wkleiłam linka do jej bloga aczkolwiek to bardzo ważne! Chodzi o posługiwanie się naszymi zdjęcia przez obce osoby! Klikajcie w poniższy link i poczytajcie co spotkało tą dziewczynę:
I takie przesłanie ode mnie. Uważajcie kobitki jakie zdjęcia swoich pociech dodajecie na "internety"! Ja zaraz też idę wyczyścić co nie co. I blokujcie swoje konta na Insta! Róbcie selekcję jak tylko się da!
Życie bywa okrutne...
Wnerwiłam się!
Wczoraj nastukałam długiego posta o weekendziku i co zrobiłam? Ja, zdolna mamuśka?! SKASOWAŁAM GO!!!
Aaaaa myślałam, że z nerwów pogryzę telefon!
NIGDY WIĘCEJ PISANIA NOTEK NA TELEFONIE!
Oczywiście oberwało się za to... mężulowi. Ma jądra więc to jego wina! I to, że właśnie mnie swędzi noga to też jego wina! Wszystko jest jego winą! Niech się w końcu do czegoś przyda :D
Szczerze to nie chce mi się znowu opisywać tego co się działo więc w skrócie:
Sobota- byliśmy na imprezce z dzieciakami. Miała trwać góra 3h a trwała jakieś 6h. Tata po nas przyjechał, a mamusia wracała wesoła do domu... Hmm to chyba ta pogoda bo z tego co widziałam to nalewali mi do szklanki "sok wiśniowi" :D Wróciliśmy do domu, położyłam bąki i też usnęłam w sekund 5! (Miałam robić tort jak wrócę. Nie udało się! :D)
Niedziela-pobudka 6:30 (Cierp ciało jak Ci się w sobotę nie chciało!). Przestępstwo w biały dzień! No ale musiałam ten tort zrobić. Nie miałam ani pomysłu ani weny ani niczego... Myślałam, że wyjdzie mi KUPA, DŻYST itp. Wyszło to:
I mogłam się położyć spać. Ze zmęczenia śnił mi się murzyn... ooooo co to był za sen! Oby takich więcej!
Poniedziałek-polazłam do lekarza (znowu pobudka o 7:00! A myślałam, że chociaż w ferie dzieciaków pośpię) z wynikami badań. Znowu dostałam skierowanie, tym razem do neurologa. Idę do rejestracji i pytam się o termin na co kobieta odpowiada "najbliższy na październik". Roześmiałam się, podziękowałam i poszłam zarejestrować się prywatnie, żeby odchudzić portfel o 125zł! Ale przynajmniej nagle lekarz był dostępny już 30 stycznia. Paranoja!
Jedyny plus dzisiejszego dnia to sms od kumpeli, której tort robiłam, że jestem jej mistrzem haha :D Dobry żart ale podziękowałam! :]
Ok. Idę pograć w Simsy albo w sumie pooglądam sobie murzynów na googlach o! Może sen wróóóóóóci <3...
Wczoraj nastukałam długiego posta o weekendziku i co zrobiłam? Ja, zdolna mamuśka?! SKASOWAŁAM GO!!!
Aaaaa myślałam, że z nerwów pogryzę telefon!
NIGDY WIĘCEJ PISANIA NOTEK NA TELEFONIE!
Oczywiście oberwało się za to... mężulowi. Ma jądra więc to jego wina! I to, że właśnie mnie swędzi noga to też jego wina! Wszystko jest jego winą! Niech się w końcu do czegoś przyda :D
Szczerze to nie chce mi się znowu opisywać tego co się działo więc w skrócie:
Sobota- byliśmy na imprezce z dzieciakami. Miała trwać góra 3h a trwała jakieś 6h. Tata po nas przyjechał, a mamusia wracała wesoła do domu... Hmm to chyba ta pogoda bo z tego co widziałam to nalewali mi do szklanki "sok wiśniowi" :D Wróciliśmy do domu, położyłam bąki i też usnęłam w sekund 5! (Miałam robić tort jak wrócę. Nie udało się! :D)
Niedziela-pobudka 6:30 (Cierp ciało jak Ci się w sobotę nie chciało!). Przestępstwo w biały dzień! No ale musiałam ten tort zrobić. Nie miałam ani pomysłu ani weny ani niczego... Myślałam, że wyjdzie mi KUPA, DŻYST itp. Wyszło to:
I mogłam się położyć spać. Ze zmęczenia śnił mi się murzyn... ooooo co to był za sen! Oby takich więcej!
Poniedziałek-polazłam do lekarza (znowu pobudka o 7:00! A myślałam, że chociaż w ferie dzieciaków pośpię) z wynikami badań. Znowu dostałam skierowanie, tym razem do neurologa. Idę do rejestracji i pytam się o termin na co kobieta odpowiada "najbliższy na październik". Roześmiałam się, podziękowałam i poszłam zarejestrować się prywatnie, żeby odchudzić portfel o 125zł! Ale przynajmniej nagle lekarz był dostępny już 30 stycznia. Paranoja!
Jedyny plus dzisiejszego dnia to sms od kumpeli, której tort robiłam, że jestem jej mistrzem haha :D Dobry żart ale podziękowałam! :]
Ok. Idę pograć w Simsy albo w sumie pooglądam sobie murzynów na googlach o! Może sen wróóóóóóci <3...
piątek, 16 stycznia 2015
"Pan Prężny" kontra 4-latka!
Tak więc...
Yhm wiem, wiem! Od "tak więc" się nie zaczyna ale ja lubię robić na odwrót ha! Taka jakaś głupia przypadłość... Chociaż nie raz jest dość śmiesznie jak się mój mężul wnerwia haha. No nic... przejdźmy do rzeczy!
Natchnęło mnie na notkę kiedy położyłam się na moim pluszowym, różowym, duuużym... tak! Siusiaku! (Dostałam na urodziny! Żeby nie było, że sama sobie kupiłam!) bo przypomniała mi się pewna sytuacja, która do dzisiaj mnie po prostu zabija!
Wyprowadzaliśmy się z wynajmu w końcu na swoje. Bajzel jak się patrzy, a przy okazji dzieci robiły co chciały. Miałam pochowanych parę rzeczy dostępnych dla ludzi 18+ a mianowicie "Pana prężnego" i "Wesołe krążki". Kiedyś mi się zachciało i leżały w szafce MOJEJ! W pewnej chwili wchodzę do pokoju dzieci a moja córcia (miała latek 4,5) zakłada "wesołe krążki" na lalki Barbie twierdząc, że znalazła śliczne sukienki! Nie myśląc długo rozebrałam te ślicznotki z moich (tzn w sumie pana męża) krążków twierdząc, że to uszczelki ze zmywarki i trzeba teraz iść rączki umyć bo były już stare!
Ok. Jakoś tą sprawę załatwiłam uff więc poszłam dalej się pakować. Zajęta wkładaniem talerzy do kartonu nagle biegnie moja mała agentka z "Panem prężnym" i woła "Mamoooooo! Mamooooo! Zobacz co znalazłam!" i trzepie nim na prawo i lewo jak jakimś gumowym kijkiem. Jak byk widać, że to wielki siurak z żyłkami! Mówię "Jezuuu córcia. Skąd to masz?" i robię z siebie głupa, że nie wiem co to. A ona dalej zadowolona nim trzepie więc go zabrałam mówiąc "Kochanie! Ja nie wiem co to jest ale to chyba tego Pana co po pieniążki co miesiąc przychodzi :)". Na szczęście nie dopytywała więcej co i jak...
Tego dnia miała chyba najczystsze ręce w całym swoim życiu :D!
Yhm wiem, wiem! Od "tak więc" się nie zaczyna ale ja lubię robić na odwrót ha! Taka jakaś głupia przypadłość... Chociaż nie raz jest dość śmiesznie jak się mój mężul wnerwia haha. No nic... przejdźmy do rzeczy!
Natchnęło mnie na notkę kiedy położyłam się na moim pluszowym, różowym, duuużym... tak! Siusiaku! (Dostałam na urodziny! Żeby nie było, że sama sobie kupiłam!) bo przypomniała mi się pewna sytuacja, która do dzisiaj mnie po prostu zabija!
Wyprowadzaliśmy się z wynajmu w końcu na swoje. Bajzel jak się patrzy, a przy okazji dzieci robiły co chciały. Miałam pochowanych parę rzeczy dostępnych dla ludzi 18+ a mianowicie "Pana prężnego" i "Wesołe krążki". Kiedyś mi się zachciało i leżały w szafce MOJEJ! W pewnej chwili wchodzę do pokoju dzieci a moja córcia (miała latek 4,5) zakłada "wesołe krążki" na lalki Barbie twierdząc, że znalazła śliczne sukienki! Nie myśląc długo rozebrałam te ślicznotki z moich (tzn w sumie pana męża) krążków twierdząc, że to uszczelki ze zmywarki i trzeba teraz iść rączki umyć bo były już stare!
Ok. Jakoś tą sprawę załatwiłam uff więc poszłam dalej się pakować. Zajęta wkładaniem talerzy do kartonu nagle biegnie moja mała agentka z "Panem prężnym" i woła "Mamoooooo! Mamooooo! Zobacz co znalazłam!" i trzepie nim na prawo i lewo jak jakimś gumowym kijkiem. Jak byk widać, że to wielki siurak z żyłkami! Mówię "Jezuuu córcia. Skąd to masz?" i robię z siebie głupa, że nie wiem co to. A ona dalej zadowolona nim trzepie więc go zabrałam mówiąc "Kochanie! Ja nie wiem co to jest ale to chyba tego Pana co po pieniążki co miesiąc przychodzi :)". Na szczęście nie dopytywała więcej co i jak...
Tego dnia miała chyba najczystsze ręce w całym swoim życiu :D!
czwartek, 15 stycznia 2015
Starcie tytanów!...
Ok. Poszłam dzisiaj na badania i uśmiałam się jak nigdy! Jak dojechałam na miejsce to wyszła razem ze mną z autobusu starsza babcia. Wszystko było by ok gdyby nie jej przyspieszenie w kierunku przychodni (a podobno są TAKIE CHORE!). Myślę "może źle się czuje czy coś" ale nagle... zza mnie wyskakuje druga starsza babcia, która wysiadła z tego samego autobusu i biegnie haha. Ale biegnie tak, że wyprzedza tą pierwszą biegnącą już babcię. Żałuję, że tego nie nagrałam! Ja szłam sobie spokojnie bez pośpiechu. Dochodzę do przychodni a tam jeszcze zamknięte i stado "biegających babć" czekających na otwarcie. Całe pierwsze wejście zawalone no to czekam na zewnątrz i pytam się innej młodej dziewczyny (tak! JA TEŻ JESTEM MŁODA!) czy tu coś za darmo rozdają czy jak... Pośmiałyśmy się trochę z tych chorowitych babuniek, którym to trzeba ustąpić miejsca wszędzie. Przy okazji było też sporo śmiechu przy pobieraniu krwi (czego skutkiem jest boląca ręka!) bo po obgadywałyśmy "babcie korzeniowskie". Dawno nie widziałam tyle starych dzikusów! Ostatnio jak chciałam kupić coś w ciucholandzie a akurat mieli świeży towar rzucić. O mało mi dziecka staruchy nie staranowały kiedy drzwi otwarli! Aż wzięłam młodą na ręce! I weź się człowieku nie wnerw... Wszystko jest zabawne do czasu!
Druga sytuacja z babciami to jak pojechaliśmy dzisiaj do Realu po pościel dla młodej bo akurat była wyprzedaż. Wczoraj rzucili a dzisiaj już prawie nic nie zostało. A wszędzie tylko BABCIE BABCIE I BABCIE! I KOSZYKI BABĆ ZAWALONE WSZYSTKIM! Bo przecież trzeba kupić, żeby nikt inny nie kupił... Szkoda słów. Mówią, że to młodzież jest niewychowana...
Tak w ogóle to w poniedziałek wyniki badań. Trochę się boję! Ale w sobotę imprezka "parapetówa" na spokojnie z dzieciaczkami :) Doczekać się nie mogę! Przestanę chociaż na chwilę myśleć o lekarzach!
Druga sytuacja z babciami to jak pojechaliśmy dzisiaj do Realu po pościel dla młodej bo akurat była wyprzedaż. Wczoraj rzucili a dzisiaj już prawie nic nie zostało. A wszędzie tylko BABCIE BABCIE I BABCIE! I KOSZYKI BABĆ ZAWALONE WSZYSTKIM! Bo przecież trzeba kupić, żeby nikt inny nie kupił... Szkoda słów. Mówią, że to młodzież jest niewychowana...
Tak w ogóle to w poniedziałek wyniki badań. Trochę się boję! Ale w sobotę imprezka "parapetówa" na spokojnie z dzieciaczkami :) Doczekać się nie mogę! Przestanę chociaż na chwilę myśleć o lekarzach!
środa, 14 stycznia 2015
Źle się dzieje...
Poszłam wczoraj do pracy i narobiłam się jak dziki wieprz! Za 500 zł to mogą sobie jednak frajerów szukać do czegoś takiego... Tak czy siak nie wiem jak wytrzymałam te 8h bo zaczęłam się cholernie źle czuć więc dzisiaj mnie już w pracy nie było tylko polazłam do lekarza. Wynik wizyty: skierowanie do chirurga oraz na badania krwi, moczu, cukru, wątroby, śledziony, tarczycy i cholera jeszcze wie czego! Od jutra czeka mnie latanie po lekarzach.. Mam tylko nadzieję, że nie wyląduję w szpitalu. Chociaż jedno było by dobre: wyspała bym się za wszystkie czasy a lekarze "macając" mój brzuch mogli by się poczuć jak na łóżku wodnym. Przy okazji mój mężu zrobił się jakiś taki bardziej opiekuńczy, aż się dziwnie czuję. Jego opiekuńczość sięgnęła zenitu kiedy poszłam się położyć o godzinie jakoś 15:00 a on razem ze mną i śpi do teraz. No a dzieci się same sobą nie zajmą bo zaraz coś narobią. Aczkolwiek! Po zdaniu "Kochanie nie radzę sobie bez Ciebie. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił" wybaczę mu te kimanie.
Coś bardziej pozytywnego:
Jak wróciłam wczoraj po pracy podszedł mój syncio do mnie z pretensjami i oburzeniem oznajmiając mi "MAMO! Czy ty jesteś poważna? Zrobiłaś mi tylko jedną bułkę do szkoły! Inni jedli a ja musiałem głodować!" (miał tylko 3h a przed wyjściem wszamał tosty!). I PO KIM ON JEST TAKI CHUDY?! To jest niesprawiedliwe! Ja wystarczy, że batonika zjem i czuję jak mi się naczepa na zadzie powiększa a on może jeść i jeść I NIC!
Weny mi dzisiaj brakuje i jakoś tak smutno... Idę nie wiem gdzie. Miejsca sobie znaleźć nie mogę.
Coś bardziej pozytywnego:
Jak wróciłam wczoraj po pracy podszedł mój syncio do mnie z pretensjami i oburzeniem oznajmiając mi "MAMO! Czy ty jesteś poważna? Zrobiłaś mi tylko jedną bułkę do szkoły! Inni jedli a ja musiałem głodować!" (miał tylko 3h a przed wyjściem wszamał tosty!). I PO KIM ON JEST TAKI CHUDY?! To jest niesprawiedliwe! Ja wystarczy, że batonika zjem i czuję jak mi się naczepa na zadzie powiększa a on może jeść i jeść I NIC!
Weny mi dzisiaj brakuje i jakoś tak smutno... Idę nie wiem gdzie. Miejsca sobie znaleźć nie mogę.
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Dzień II ranek
Tak na szybciorka...
Od rana ciśnienie 300/300! Stary nie wyspany i zmierzły jak stado starych bab! Ale jak "coś" chce to lata za mną niczym perszing z różowym fiutkiem na wierzchu!
Te chłopy!
Tu pomoże TYLKO kawa! Duuuuuuża kawa i crunchy!
Więc udanego dnia i trzymajcie kciuki za mój drugi dzień w pracy 😉
Dzień I
Po tylu latach... ZACZĘŁO SIĘ!
Znalazłam pracę. Fakt, że za psie pieniądze ale jest. Coś do CV-ki muszę wpisać w końcu, a nie tylko "gospodyni domowa, mama na cały etat" i takie tam srutu tutu. Teraz będę mogła wpisać "Pracownik Tesco"! Ambicje mam trochę większe, bo fajnie było by zostać jakimś hmm... prezesem KGHMu albo drugim Buddy Valastro. Ooo tak! Kupiłabym sobie wtedy wizytę u kosmetyczki, żeby mi haszcze wyplewiła z nad oczu! Sama nie umiem, bo zaraz mi oczy puchną więc co za tym idzie...NIC NIE WIDZĘ! Pierdziele więc taki interes. No i wynajęła bym jakąś STARĄ "nianię" do męża kiedy "egurola w niego wchodzi"*. Wtedy to dopiero idą hektolitry meliski!
Ok! Ale przejdźmy do mojego pierwszego dnia w pracy... Poszłam gdzie mnie wysłano, dostałam szafkę z tekstem "Noo trochę tu śmierdzi ale możesz sobie jakimś perfum popsikać i będzie ok". Dobra. Przemilczałam. Przebrałam się i poszłam na plac boju czyli dział z tekstyliami. Kazali mi zająć się ręczniczkami i pościelą. Szybko zleciało! Zadowolona, że jestem taka dobra poszłam więc na dział dla niemowlaków. "Tutaj nikogo dawno nie było i jest trochę bałagan". TROCHĘ! TROCHĘĘĘĘ! Piernicze! Smoczki i butelki będą mi się po nocach śniły! Z zabawkami poszło lepiej bo przy okazji się trochę pobawiłam. Matka wielkie dziecko! Polazłam więc dumna powiedzieć, że skończyłam i na zasłużoną przerwę. Kupiłam sobie bułki ciemne (tak tak! Odchudzam się!) i mleko smakowe (w tym momencie przestałam się odchudzać!). Pycha! Muszę częściej sobie takie śniadanka serwować...
Po przerwie kazali mi już tylko poprawić "resztki" i iść do domu. Więc o ok 14:30 byłam na chacie. A tam...
POSPRZĄTANE!
OBIAD ZROBIONY!
ODROBIONE LEKCJE STARSZAKA!
Szok!!!!
Myślę... Ktoś podmienił mi męża!
Chwilo trwaj!
Jutro czeka mnie praca od 10:00-18:00 ale stary będzie już wtedy w robocie więc nie mam co liczyć na ciepłe papu.
Tak poza tym... Coś czuję, że ten dzień jego męczarni domowych będzie mi wypominany do końca życia!
Idę spać... Dobranoc!
*czyli połączenie eboli i przeziębienia tzn śmierć na miejscu!
Znalazłam pracę. Fakt, że za psie pieniądze ale jest. Coś do CV-ki muszę wpisać w końcu, a nie tylko "gospodyni domowa, mama na cały etat" i takie tam srutu tutu. Teraz będę mogła wpisać "Pracownik Tesco"! Ambicje mam trochę większe, bo fajnie było by zostać jakimś hmm... prezesem KGHMu albo drugim Buddy Valastro. Ooo tak! Kupiłabym sobie wtedy wizytę u kosmetyczki, żeby mi haszcze wyplewiła z nad oczu! Sama nie umiem, bo zaraz mi oczy puchną więc co za tym idzie...NIC NIE WIDZĘ! Pierdziele więc taki interes. No i wynajęła bym jakąś STARĄ "nianię" do męża kiedy "egurola w niego wchodzi"*. Wtedy to dopiero idą hektolitry meliski!
Ok! Ale przejdźmy do mojego pierwszego dnia w pracy... Poszłam gdzie mnie wysłano, dostałam szafkę z tekstem "Noo trochę tu śmierdzi ale możesz sobie jakimś perfum popsikać i będzie ok". Dobra. Przemilczałam. Przebrałam się i poszłam na plac boju czyli dział z tekstyliami. Kazali mi zająć się ręczniczkami i pościelą. Szybko zleciało! Zadowolona, że jestem taka dobra poszłam więc na dział dla niemowlaków. "Tutaj nikogo dawno nie było i jest trochę bałagan". TROCHĘ! TROCHĘĘĘĘ! Piernicze! Smoczki i butelki będą mi się po nocach śniły! Z zabawkami poszło lepiej bo przy okazji się trochę pobawiłam. Matka wielkie dziecko! Polazłam więc dumna powiedzieć, że skończyłam i na zasłużoną przerwę. Kupiłam sobie bułki ciemne (tak tak! Odchudzam się!) i mleko smakowe (w tym momencie przestałam się odchudzać!). Pycha! Muszę częściej sobie takie śniadanka serwować...
Po przerwie kazali mi już tylko poprawić "resztki" i iść do domu. Więc o ok 14:30 byłam na chacie. A tam...
POSPRZĄTANE!
OBIAD ZROBIONY!
ODROBIONE LEKCJE STARSZAKA!
Szok!!!!
Myślę... Ktoś podmienił mi męża!
Chwilo trwaj!
Jutro czeka mnie praca od 10:00-18:00 ale stary będzie już wtedy w robocie więc nie mam co liczyć na ciepłe papu.
Tak poza tym... Coś czuję, że ten dzień jego męczarni domowych będzie mi wypominany do końca życia!
Idę spać... Dobranoc!
*czyli połączenie eboli i przeziębienia tzn śmierć na miejscu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)













