środa, 14 stycznia 2015

Źle się dzieje...

Poszłam wczoraj do pracy i narobiłam się jak dziki wieprz! Za 500 zł to mogą sobie jednak frajerów szukać do czegoś takiego... Tak czy siak nie wiem jak wytrzymałam te 8h bo zaczęłam się cholernie źle czuć więc dzisiaj mnie już w pracy nie było tylko polazłam do lekarza. Wynik wizyty: skierowanie do chirurga oraz na badania krwi, moczu, cukru, wątroby, śledziony, tarczycy i cholera jeszcze wie czego! Od jutra czeka mnie latanie po lekarzach.. Mam tylko nadzieję, że nie wyląduję w szpitalu. Chociaż jedno było by dobre: wyspała bym się za wszystkie czasy a lekarze "macając" mój brzuch mogli by się poczuć jak na łóżku wodnym. Przy okazji mój mężu zrobił się jakiś taki bardziej opiekuńczy, aż się dziwnie czuję. Jego opiekuńczość sięgnęła zenitu kiedy poszłam się położyć o godzinie jakoś 15:00 a on razem ze mną i śpi do teraz. No a dzieci się same sobą nie zajmą bo zaraz coś narobią. Aczkolwiek! Po zdaniu "Kochanie nie radzę sobie bez Ciebie. Nie wiem co bym bez Ciebie zrobił" wybaczę mu te kimanie.

Coś bardziej pozytywnego:
Jak wróciłam wczoraj po pracy podszedł mój syncio do mnie z pretensjami i oburzeniem oznajmiając mi "MAMO! Czy ty jesteś poważna? Zrobiłaś mi tylko jedną bułkę do szkoły! Inni jedli a ja musiałem głodować!" (miał tylko 3h a przed wyjściem wszamał tosty!). I PO KIM ON JEST TAKI CHUDY?! To jest niesprawiedliwe! Ja wystarczy, że batonika zjem i czuję jak mi się naczepa na zadzie powiększa a on może jeść i jeść I NIC! 

Weny mi dzisiaj brakuje i jakoś tak smutno... Idę nie wiem gdzie. Miejsca sobie znaleźć nie mogę. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz