piątek, 27 lutego 2015

Owczarkiem niemieckim być...

Wstawiłam dzisiaj zdjęcie mojego łobuza na instagramie z 10 cechami owczarka niemieckiego. Oczywiście pisałam o swoim bo jak wiadomo każdy pies jest inny. No i przyszedł mi pomysł na notkę, w której te cechy trochę rozwinę i poopowiadam co nie co o tym ośle w skórze psa.
Zacznijmy od tego, że to mój mąż się uparł, żeby kupić owczarka niemieckiego. Dałam się w końcu przekonać no i na początku września 2013r. zamieszkał z nami. Nazwaliśmy go Axel (tak też ma w rodowodzie).
Przeboje do dzisiaj są z nim nie małe ale jak był szczeniakiem to po prostu przeginał na całej linii! Począwszy od tego, że wolał siusiać w domu zakończywszy na zjedzonych butach moich dzieci. Bo przecież po co siusiać na dworze jak w jajca zimno i można to zrobić na cieplutkich panelach a 'mamcia' posprząta tak czy siak. 
Oczywiście (do dziś mu to zostało!) nie ma to jak poinformować całą dzielnice, że wstrętna, nie dobra, bezuczuciowa 'mamcia' wyszła właśnie i zostałem sam. Jak palec." A jak nie wróci? Aaaaaaaa panika! Koniec świata! 'Mamcia' nie wróci i co teraz? Sąsiedzi ratujcieee! ". Tak to mniej więcej można przetłumaczyć z hałkania na ludzki język. No to 'mamcia' zaczęła zamykać w swojej sypialni, żeby tak słychać nie było to co? To zeżarłem mamci NOWE drzwi! Dobrze, że nie na wylot i od wewnętrznej strony! Nie ma siary jak ktoś przyjdzie. 
Następny odchył mojej "kruszynki" to sranie na pasie zieleni gdzie do najbliższego kosza na śmieci kawałek jest! Karzą zbierać 'ciepłe paczuszki' ale żeby porobić więcej koszy to już nie ma komu. I idź z tym ciepełkiem przez pół dzielnicy bo nie ma gdzie wyrzucić. A Axel ratlerkiem nie jest więc woreczek jest konkretnych rozmiarów! Jeszcze nie daj boże źle się nabierze i.... płakać mi się wtedy chceeee! Ręce w domu szoruję 10 razy!
Laćki mamci też są niczego sobie. A już tym bardziej mnie jarają jak są w ruchu. Mmmm ale wtedy smakowicie wyglądają. Tak jak by mówiły do mnie "Axeeeel zjedz, rozerwij agrrrr". Taki Grey dla psów. A mamcia potem łazi z sianiakami na nogach. I tłumacz każdemu, że to wcale nie mąż mnie bije a pies się nade mną znęca! 
Co do obuwia to lubię też (jak jestem podjarany i właśnie mi się głupawka włączyła) wziać ULUBIONY but mamci do pyska i rzucać nim po ścianach jak szmatą. Zabawa przednia.... dla psa! Mamcia ma wtedy ochotę... lepiej nie będę tego pisała! :D
Wychodząc na spacer, każdy jeden pies wie, że to dzielnia Axela! I nie ma prawa podskoczyć bo... nie i już! Ale mądry jest tylko na smyczy. Jak przychodzi co do czego to tak jak mój stary.... znika pierwszy z horyzontu! Mądry w mordzie! No chyba, że chodzi o patyczek albo piłkę... wtedy to krew by się polała! 
Sprawa bączenia w nocy jest dość ciężką sprawą dla mamci. A wręcz śmierdzącą. No Hitler przy Axelu to miał na noc! Przecież, że ja jeszcze żyje to jakiś cud. Osioł położy się akurat z mamci strony i daje czaduuuu. Dobrze, że pod kołdrą tak tego nie czuć. W lato to pikuś okno się otworzy ale zimą jak mrozik to już kiepsko jest!
Jedzonko i drinki. Ulubione przysmaki mojego psa! Zrobi za nie wszystko! Ale jak już nie posiadasz tego w ręku bądź w bliskiej okolicy gdzie jego wzrok sięga to oleje cię na całej linii. Mówisz do niego to podniesie tą swoją łepetynę i popatrzy na Ciebie jak na debila, że w ogóle miałeś czelność się do niego odezwać PODCZAS ODPOCZYNKU! Za to jak ktoś przyjdzie to pies aktywny jak cholera. Wpierniczy ci się swoim zadem całym na ciebie i miziaj! Najlepiej po dupce! A jak nie to... buzi buzi :D
Mam też swoją piłeczkę, którą bardzo mocno kocham. Nawet nie wiem czy nie bardziej niż mamcię. Dla bezpieczeństwa nawet z nią śpię. I to nie tak zwyczajnie bo zasnę mocniej to ktoś może zarąbać. Trzymam ją w mordzie! Śliniąc przy tym całą podłogę mamci. Bo po co ma leżeć i pachnieć! Niech ruszy dupsko i wyciera! Przy okazji mam świetną zabawę jak złapię mop i z nim uciekam. Mamcia się wtedy fajnie wkurza a ja mam radochę!
Można by było jeszcze długo o nim pisać ale zaraz trzeba wyjść na dwór bo... w domu dalej się fajnie siura! 
Przedstawiam tego złośliwego kochanego wariata:

To jest właśnie moja kochana piłeczka!


:)


czwartek, 19 lutego 2015

Gówniana sprawa!

Znowu zacznę od tego od czego zacząć nie powinnam!
No więc...
Miałam wczoraj badanie, którego się bałam jak cholera! Gówniane badanie!
Przyszłam do przychodni już "posrana"! I jeszcze kazali czekać pół godziny zamiast zawołać mnie i zrobić co trzeba raz dwa...Jeszcze moją córkę naszło na głośne gadanie!
"Mamo! To tutaj Ci będą wkładać tą rurkę do DUPY?!"
"JULAAAA! Mówi się do pupci a nie DUPY!"
"Aaa no tak zapomniałam. Przepraszam mamo."
Wszyscy wzrok na moją PUPCIĘ! Dość murzyńską :D Nie mam pojęcia o co im chodziło :D
Dobra! W końcu nadszedł ten moment kiedy miałam wejść do gabinetu. Pani pielęgniarka widząc mnie wystraszoną do granic możliwości mówi, żeby się nie bać bo to TYLKO 10cm czyli jak czopek!
Aaaaaaaaaa od kiedy czopek ma 10cm?! Ja się pytam?!
P: Proszę iść za mną. Tam jest łazienka.
JA: Ok. Idę.
P: (w łazience już) tu ma Pani zielone spodenki. Tą dziurą do tyłu (tak tak! Wykrojona dziura na tylną dziurę!) i ochraniacze na skarpetki. Jak się Pani przebierze proszę usiąść na łóżku i poczekać.
No to zamknęłam łazienkę i się rozbieram. Ubieram te seksi zielone gatki i.... okazało się, że mam mega murzyńską pupcię! Pół dupy wystawało z gatek! Wychodzę i mówię czy nie mają jednak rozmiaru XL to stwierdziła, żeby się nie przejmować. Myślę sobie "Kurna! Usiądę to mi to całe z PUPCI zjedzie!"
Usiadłam i tak też się stało!
 Pielęgniarka mówiła, że doktor zaraz przyjdzie... Nie było go pół godziny! A ja musiałam siedzieć między dodupnymi kablami! Ja pierdziele! Pierwszy raz w życiu widziałam 2 metrowy kabel, który w PUPCIĘ można włożyć! Miałam tylko nadzieję, że się nie przesłyszałam, że to na prawdę 10 cm a nie 10 m! 
Przyszedł doktor...
JA: Dzień dobry Panie doktorze.
D: Dzień dobry Pani Karolino. Co tam słychać?
JA: Musi Pan sam zajrzeć bo mój wzrok tam nie sięga!
D: To już zaglądamy. Proszę stanąć kolanami na łóżku i oprzeć się łokciami. Wypiąć pupę.
JA: Panie doktorze ale mi te gatki zlecą!
D: Niech się Pani nie przejmuje, to nawet lepiej :)
I... Omińmy ten szczegół! Haha :D
JA: Panie doktorze ja nie chcę nic mówić ale zaraz narobię Panu na rękę!
D: Pani Karolino spokojnie. Ja tu dmucham... powietrzem to dlatego!
JA: Pierwszy raz ktoś mnie dmucha.... powietrzem!
W między czasie dialog między pielęgniarką a doktorem:
P: Zrobić Panu kawę?
D: Nie nie dziękuję, już sporo dziś wypiłem.
P: A jadł Pan śniadanie?
Myślę... matkoooo! Se temat znaleźli!
D: Zjem po badaniu :)
SZACUN! :D 
Wszystko trwało może całe 3 min (na szczęście!). Po badaniu lekarz aż się zapytał czy wszystko w porządku i pogłaskał po policzku. Chyba musiałam być blada! Haha :D

Ogólnie kto lubi "tylne" zabawy to POLECAM! 
:D

środa, 11 lutego 2015

Z Greyem być...

 Jest noc. Przychodzę do niego. Otwiera mi drzwi i... Jest! Jest on! Przystojny! Namiętny! NAPALONY! Ooooo tak! Bierz mnie Christianie! Weź mnie do "czerwonego pokoju bólu", żebym rozpadła się na milion kawałków i pokaż kulki... Nie! Nie swoje! Dopizdowne! :D

 Mamy teraz szał na Greya. Grey tu, Grey tam, Grey mój ideał... Sama czytałam wszystkie części i wybieram się też na film. Fakt faktem, że biletu jeszcze nie posiadam ale mam nadzieję, że coś mi kobitki zostawicie? Hehe
Tak czy siak mamy "walkę" między fanami a wrogami. Kto ma rację?
NIKT! 
Czemu?
Bo o gustach się nie dyskutuje ;)
Ja sama jestem po środku! Bo lubię się odmóżdżać ale też irytuje mnie czasami jeżeli czegoś jest za dużo. Aczkolwiek...
Z Greyem być! Ideał faceta! Przystojny, zboczony, bogaty, męski i stanowczy. Która z nas by takiego nie chciała? Nie wierzę, że nawet te które są na "nie" nigdy nie pomyślały o takim facecie.
Ale nie wiem czy taki właśnie facet byłby dobry na dłuższą metę?! 
BYŁBY! :D 
Niestety muszę zejść na ziemię i co widzę? No kurna! Starego! Pierdzącego, bekającego i marudzącego! Szkoda, że takie ideały nie istnieją!
To taka przyziemna wersja Greya w trochę powiększonym pakiecie czyli z bojlerem pod cyckami. Ma to swoje plusy bo gdzie by mój syn na Greyu zrobił sobie górkę dla samochodów? A u przyziemnego "Krystianka" hałda jak się patrzy! Samochodziki rozpędzają się do 250km/h! Syn może się poczuć jak Hołowczyc!
No i przyziemny Grey idzie na kompromisy... tzn ja mówię, a on się zgadza bo wie, że nie ma sensu dyskutować! Ten prawdziwy by nie popuścił. A ja lubię postawić na swoim :D Czasami muszę robić tak, żeby przyziemny myślał, że to on postawił na swoim ale w rzeczywistości się myli... oj myli i to GRUBO! 
Co do bogactwa to przyziemny cały czas mówi, że w końcu wygra w toto lotka więc czekam... cierpliwie czekam. Na razie zamiast latać helikopterem to jeżdżę Krystyną z 98r. Ale Krystyna (czy. Chrysler) jest niezastąpiona. Żaden Charlie Tango jej nie przebije!
Tak więc dziewczyny...
Obudźmy się i wróćmy do "przyziemnych".
Greya zostawmy na "ciche dni"! 
Aaa no i w sumie jakieś pejczyki czy inne zabaweczki można zakupić... "Przyziemni" też lubią zboczone piczki w sypialni!
Dobra, idę spać. Dzisiaj przytulam się do psa! Stary w robocie... 

czwartek, 5 lutego 2015

Dowcipna Straż Miejska...

Był to czerwiec. Dokładnie 4 czerwiec (data jest tu dość ważna!). W sumie dzień jak co dzień lecz nie do końca... 
Jak zwykle ogarniałam duży pokój i mimowolnie spojrzałam przez okno. Patrzę a tam straż miejska pod blokiem (mamy swój parking więc to na bank do naszego bloku). A że parę dni wcześniej sąsiad, który mieszka drzwi obok darł się z balkonu do sąsiadów z na przeciwka o to że ich pies sobie poszczekuje (nie dość, że była godz południowa to pies stary i prawie go nie słychać!), że wezwie miejskie to pomyślałam: "O! Stary osioł spełnił groźbę!". Nie myśląc dłużej poszłam dalej ogarniać mój "porządek" domowy. 
Minęła jakaś godzina i ktoś puka. Idę. Patrzę przez kuklok (tak, wizjer!) a tam straż miejska. Mówię "A ci co u mnie?!". No nic... otwieram. W ciuchach do sprzątania.
Ja: Dzień dobry
SM: Dzień dobry.
Ja: W czy mogę pomóc?
SM: A jest ktoś dorosły w domu?
W tym momencie najpierw mnie zatkało, a później zaczęłam się śmiać :D
Młodszy strażnik mówi do tego starszego:
M: No nie widzisz, że Pani jest dorosła?!
JA: Nie no, ale mi to schlebia. Proszę przychodzić częściej i się o to pytać :D
Pośmialiśmy się trochę, ale najśmieszniejsze było dopiero przed nami! Wpuściłam panów do środka  pytam się o co chodzi? 
SM: Posiada Pani psa?
Ja: No tak, owczarka niemieckiego.
SM: A gdzie on jest?
Ja: Mąż właśnie poszedł z nim na spacer. A co? Sąsiad was wezwał? (oczywiście znowu zaczęłam się śmiać jak durna :D)
SM: Dostaliśmy zgłoszenie, że pies w tym mieszkaniu szczeka.
Ja: No a co ma robić? Miałczeć? Zresztą nie przypominam sobie, żeby ostatnio szczekał bo jestem cały czas w domu...
SM: Dostaliśmy taką kartkę na której są zapisane... ( chwila przerwy bo nie wiedzieli jak to powiedzieć :D) daty i godziny kiedy szczeka...
Ja znowu w śmiech. Widzę, że im też się śmiać chce ale że wszystko dzieje się w przedpokoju z którego słychać każdy szept a sąsiad pewnie podsłuchiwał to się powstrzymali. 
Ja: Ok. To kiedy ostatnio szczekał?
Przypominam, że jest 4 czerwiec!
SM: Ostatnio pod koniec maja w godzinach południowych...
Dobrze, że w tym momencie przyszedł mój z Axelem, bo bym się prawie w majty poszczała! Swoją drogą ich reakcja na psa też była niczego sobie hahaha... Brakło im przedpokoju, żeby się cofnąć :D 
Mówią wszystko mojemu, a on... też w śmiech! 
Nie miałam wyjścia, pies mój w książeczce (pisze jak byk) więc musiałam podać swoje dane do spisania. 
Na koniec jeszcze dodali, że sąsiad jest na skraju wytrzymania i do sądu chce nas podać. To mówię, żeby przekazali, że ja chętnie! 

Następnego dnia ów sąsiad wylazł na balkon i się znowu drze. Wyszłam na balkon i mówię:
-No kurwości! Będzie mi się tu darł? Chwilunia... którą mamy godzinę i jaki dzień? Rafaaał przynieś mi kartkę i długopis...
No i zapisałam.
Zasraniec oczywiście uciekł do środka i od tej pory ani miejskiej u mnie ani wydzierania na balkonie haha :D Wezwania do sądu też ani widu ani słychu... A sąsiad omija nas z daleka :D

Byłam nawet u tej sąsiadki, której pies tak głośno i często na balkonie szczeka (haha:D) i mówi do mnie:
-Nie przejmuj się tym starym ciulem. On jest psychiczny. Cały blok go olewa. Nawet na dzieci się wydziera jak za głośno do klatki wchodzą!
Poobgadywałyśmy go i uśmiały po pachy!
Szkoda tylko jego kobiety, która jest przesympatyczna a musi znosić starą pierdołę wychodzącą latem w slipach za dużych na balkon z jajami wiszącymi po kolana!!!

No także ten tego... Jak by tak kiedyś trafił na ten blog to pozdrawiam serdecznie :D  

No i Axel pozdrawia :D


niedziela, 1 lutego 2015

"Aaa Kotki Dwa" czyli trudne zasypianie...

Nigdy nie było problemów z zaśnięciem moich dzieci. Godzina 19:00 oni już w łóżkach i pierwszej fazie snu. Od jakiegoś czasu zasypiają bardzo późno. Jest to godzina 22-23:00, czasami i później. Do tego dochodzi nocne przychodzenie do mojego łóżka. Syn jak syn. Adaś kiedy zaśnie to do rana śpi ale Julka ZAWSZE w nocy przychodzi. Lubię to bardzo, wręcz uwielbiam ale jest to trochę męczące bo córa rośnie i coraz więcej miejsca zajmuje. Nikt się w końcu nie wysypia.
Teraz młodzi (jakimś cudem!) leżą już w łóżkach. Wykąpani, po kolacji, po czytaniu i syropkach (bo znowu chorzy) i co chwilę jest tylko:
-"Mamoooo!"
-"Co?"
-"Nie mogę zasnąć! Jestem zmęczony ale spać nie mogę!"
Ehh... czytanie nie pomaga, muzyka po cichu nie pomaga, audiobooki nie pomagają, ciepłe mleko nie pomaga, lampka nie pomaga, ciemność nie pomaga. Nie mam już pomysłów. Może jakiś syropek? Ostatnio reklamowali niejaki hmm Tulleo? Spróbować?
Szkoda mi ich jak muszą wstać o 6:45 do szkoły/zerówki i są nie wyspani, marudni, nic im się nie chce. Nie dziwię się. Sama bym taka była, a to jeszcze dzieci, małe dzieci! Potem przekłada się to na wyniki w nauce i koncentracji. Młody i tak już ma problem z koncentracją a do tego dochodzi niewyspanie. 
Jutro wybiorę się do apteki i podpytam. 
Jest jeden plus w tym wszystkim. Naczytam się łobuzom za wszystkie czasy, a że uwielbiam czytać to dla mnie frajda. Fajnie jest wracać do książek, które czytała mi mama czy babcia. Do baśni, które potrafią uruchomić wyobraźnię takiego malutkiego człowieczka. Adaś i Jula są też już w takim wieku, że jak kończę czytać to wszystko ich interesuje i dyskutują albo podsumowują bajkę. Uwielbiam słuchać jak tak mówią i mówią i mówią <3 Moje serduszka dwa. 
Nawet nie wiem kiedy ten czas tak szybko zleciał. Kiedy zaczęli sami się kąpać, robić sobie jedzenie jak są głodni, zajmować się sobą, ubierać się samodzielnie itd. itd. 
Rozczulam się kurczaki no! I zeszłam z tematu!

ok. 2 i 4 latka
5 i 7 lat 
Mamusie! Tatusiowie! Macie jakieś doświadczenie w sprawach snu u trochę starszych dzieci?