poniedziałek, 18 stycznia 2016

"INSTAGRAMOWE choroby"

Wchodząc do świata Instagramu nie miałam zielonego pojęcia o tym, że kobieta kobiecie a przede wszystkim matka matce może tak "podstawiać nogi"...
Było to dla mnie coś nowego zupełnie bo jak do tej pory to korzystałam tylko z Naszej Klasy lub Facebooka ale lubię nowości więc postanowiłam, że tam "zajrzę". No i tak mnie wciągnęło, że mam swoje kochane grono obserwujących.
Z początku było wszystko ładnie, pięknie ale zaczęłam dostrzegać pewne "internetowe anomalia" tzn. chorą zazdrość, posługiwanie się dziećmi do reklamy, kupowanie tzw. followersów (nie wiem na czym to polega, nigdy w to nie wnikałam) czy też afery... Afery, które tak naprawdę nie prowadziły do niczego dobrego a jedynie do skłócenia ze sobą wielu dziewczyn o różnych poglądach. Na szczęście są też dziewczyny, które potrafią rozmawiać a nie od razu oskarżać, wyzywać, obrażać czy stwarzać głupie sytuacje byle by tylko ktoś się ze sobą pokłócił.
Muszę przyznać szczerze, że też dałam się w to wciągnąć na tyle, żeby psuć swoje własne nerwy dla pierdół. Teraz tego żałuję ale jak to mówią "mądry Polak po szkodzie".
Nie bawi mnie obrażanie innych, wyzywanie czy "niszczenie mu życia". Bez sensu. Dlaczego mam to robić? Wydaje mi się, że mam na tyle barwne życie, że nie mam potrzeby wchodzenia z buciorami w cudze. Tak naprawdę nawet mało co interesuje mnie to co kto robi w życiu bo jeśli ktoś będzie chciał o tym powiedzieć to powie sam, ja wnikać nie będę.
Przydał by się też niektórym mamusiom dystans do samych siebie. Nie bierzmy wszystkiego na poważnie, czasami trzeba się pośmiać. Życie staje się od razu lepsze. Uwierzcie... lepsze niż wtedy kiedy komuś "dowalamy". Bycie wredną czy złośliwą nie popłaca bo karma zawsze wraca. Nie jeden się już o tym przekonał. No i nie wiem jak wy ale ja zawsze miałam potem wyrzuty sumienia jak komuś coś przykrego powiedziałam więc szanujmy się... To nic nie kosztuje a poprawia humor :)
Następna sprawa to reklama samych siebie dzięki swoim dzieciom ale... to jest chyba indywidualna sprawa. Jak ze szczepionkami. Wydaje mi się, że dopóki dziecku nie dzieje się krzywda to nie ma się co wtrącać i lepiej zająć się swoim/swoimi. Moje wymagają czasami aż nad to uwagi! Aż mam nie raz ochotę spakować walizki i wyjść! Sama!
A wiecie co najbardziej mnie wkurza?
Fałszywość...
Czasami mam wrażenie, że to jakaś "choroba instagramowa". Jak mnie coś wkurza to albo wyrażam swoje zdanie (nie obrażam!) albo po prostu milczę... Ja nie potrafię być sztucznie miła bo zaraz mi albo głupio albo robię się zła więc mija się to z celem.
Zdaję sobie też sprawę z tego, że i do mnie ktoś może mieć o coś pretensje. UWAGA! Ja się nie obrażam (no chyba, że to mój mąż to jako żona wypada się obrazić :D) więc wszystko przyjmuję "na klatę".
Jestem też wdzięczna twórcom Instagramu bo dzięki nim poznałam wiele wartościowych, wspaniałych i przemiłych prawdziwych ludzi! Całe szczęście, że ten post dotyczy tylko jakiejś tam części (oczywiście nie mam tu nikogo konkretnego na myśli!) ludzi. Całej reszcie chciałam z całego serca podziękować za wsparcie, słowa otuchy, za rady, za rozmowy, za miłe słowa i za wiele wiele innych rzeczy :)
DZIĘKUJĘ! <3

1 komentarz:

  1. Ja na szczęście na insta wchodzę i wychodzę ;) i częściej mnie nie ma niż jestem, dobrze wiedzieć co mnie omija!

    OdpowiedzUsuń